| 28 grudnia I kto zrozumie kobiete?! Ja sama siebie nie rozumiem wiec jak maja sobie radzic inni? Gdy moje osmioletnie szczescie po raz kolejny upewnia sie ila mama naprawde konczy lat, zaczynam odczuwac nie tyle irytacje, co zdenerwowanie. Bo moze w tej jej dzieciecej prostolijnosci jest wiecej wymownosci niz jestem w stanie przeprocesowac? - Are you sure you’re really turning 35, not 25 today? - Mhmmm... - Well, I just thought you were kidding. That’s awfully old. No dobrze. Niech jej bedzie. Wcale nie bede sie czuc „terribly old” wlasnie dzis, na przekor wszystkiemu. Na wszelki wypadek patrze z wieksza uwaga w lusterko w przedpokoju i po tym przelotnym spojrzeniu juz nic mi sie do konca dnia nie chce. Gdy wieczorem wjezdzaja tort i kwiaty i prezenty od mojej drugiej polowki, moje dziecko koniecznie chce wiedziec, czy przeczytalam ostatnia strone laurki, ktora dla mnie zrobila. Ostatnia strone? :shock: Jak moglam przegapic?! :x Smecilam caly dzien, jasne, ze moglam! Biore do reki jej prezent, nad ktorym pracowala z charakterystyczna dla siebie skrupulatnoscia. Faktycznie, cala strona drobnym maczkiem: „Walk a little slower, Mommy,” Said a child oh so small; „I’m following in your footsteps And I don’t want to fall.” „Sometimes your steps are very fast, Sometimes they’re hard to see; So walk a little slower, Mommy, For you are leading me. „Someday when I’m all grown up, You’re what I want to be; Then I may have a little child Who’ll want to follow me.” „And I will want to lead just right, And know that i was true; So walk a little slower, Mommy, For I must follow you.” Czytam i szlocham... I z mojego czerwonego nosa kapie woda. Chyba dojrzewamy rodzinnie. Niezwykla jest ta moja osmioletnia corka. Szokuje mnie dojrzaloscia i powaga. Choc czasem bywa taka inna. Jakby podmieniona... :? Kilka minut po tym do jadalni wkracza Martha z rownie charakterystycznym trzyletnim skupieniem uwagi na samym sobie czyli naszym domowym pepkiem swiata i stwierdza - Wow! Chocolate cake! Yummy... For me? – po czym zasiada uzbrojona w lyzke do stolu. Anita straca ja z piedestalu burczac pod nosem cos, czego nie slysze. Martha zwleka sie prawie nieporuszona z krzesla i laduje sie do mnie na kolana po raz kolejny zyczac mi „Happy birthday, mommy” i tuli sie niemilosiernie mocno do tego czerwonego nosa prawie mi go przestawiajac z milosci. ![]() Nie da sie ukryc. Zostalam rozpieszczona. Rodzinnie. :-D 1 stycznia Nowy Rok, my starzy po hucznym balu spedzamy „lizac rany,” a one mlode wspominajac radosnie ich pierwsza sylwestrowa prywatke u kolezanek. Wszyscy lezymy dosc bezwladnie ogladajac kanal Disney’a, na ktorym leca powtorki jakiejs serii o blizniakach. Blizniaki, nieco starsi chlopcy w wieku lat 12, nieodzwonie przypominaja mi moje corki, ktore najwyrazniej ze swoimi dzikimi pomyslami wcale nie sa mniej kreatywne niz starsze dzieci. Niechcacy przysypiam na kilka minut przechodzac kryzys po przetanczonej nocy, a moje dzieci nie traca czasu. Dwa czekoladowe muffiny zostaja przerobione na „soil for the worms and pigs” czyli ziemie dla gumisiowych gasiennic i gumowych prosiakow. „Ziemia” zasciela skuteznie swiateczny obrus i poodloge wokol stolu mieszajac soie dokladnie z opadnietymi iglami choinki. - Bummer! – wola Martha gdy zdenerwowana zbieram wszystko ze stolu. – It looked so real, mom! - Blotko dla swinek! – dodaje radosnie Anita. ;-) Nie moge uwierzyc, ze nawet nie ma zadnego poczucia winy. A jeszcze kilka dni temu myslalam, ze sa takie dorosle. ;-P Jeszcze ze stolu nie posprzatane, a Martha z Anita juz znalazly sobie nastepne ciekawe zajecie. Sama nie wiem co mam na te ich opiekunczosc powiedziec, bo zatyka mnie ze zdumienia. ![]() Widze, ze ten nowy rok bedzie jakis inny. Pelen nieoczekiwanych wyzwan. Bo nie zawsze musi byc slodko. 9 stycznia Wiecie jak to jest gdy dziecko ma interes osobisty w tym by byc grzecznym odkad tylko otworzy oczy, bo juz uprzedniego wieczoru poczynilo sobie pewne plany? ;-) Anita od lat prezentuje swoje umiejetnosci pchly szachrajki wiec znamy jej numery, ale Martha tak ostentacyjnie jak dzis chyba jeszcze nigdy. J Dzien zaczyna o 4:30 zakradajac sie do naszego lozka. Nie wywalam jej, bo nie jestem do konca przekonana, czy mi sie tylko sni, czy rzeczywiscie pojawil sie na poduszce nieproszony gosc. Gdy tylko podnosze sie, panna zaczyna tlumaczyc sie sama z siebie. Cos w jej pokoju „bzecalo” i nie mogla sac wiec przyszla do nas. Nastepnie z calkowitym odaniem zajmuje sie calowaniem psa w morde (zazwyczaj gryzie go w kark, bo sie na nia pcha usilujac wspolzawodniczyc o nasza uwage.) Potem raczym krokiem biegnie do lazienki, zalatwia swoje sprawy, szoruje zeby i z piesnia na ustach sfruwa na dol do kuchni gdzie wlasnie nastawiam ekspres do kawy. Ogarnia spojrzeniem kuchnie, zwraca mi uwage, ze brudze sobie marynarke, dodaje slodko, ze Anite trzeba zaraz budzic, a ona bedzie sie sama ubierac. ![]() Gna jednak na pietro do Anity pokoju, skad dobiega mnie lomot otwieranych drzwi. Rozmyslam, ze nie ma w sobie zbyt wiele dziewczecej delikatnosci, przypomina raczej maly granat bez zawleczki gdy wkracza do pomieszczenia. Po chwili slysze spiewny glosik imitujacy mnie sprzed 3 dni – Good morning sunshine! Time ot get up! – a po chwili (najwidoczniej siostra nie rusza sie ;-) ) – „Pobudka wstac, koniom wody dac! – to chyba tatusia wersja. ;-P Zanim kawa konczy parzyc sie, granacik melduje, ze misja wypelniona, a teraz idziemy konczyc ubieranie. :-D Porzucam kawe, na wypadek gdyby ta chec wspolpracy miala zaraz skonczyc sie. Wciagajac jej portki dowiaduje sie, ze gdy tylko skonczy sniadanko, zaraz idzie do pokoju rekreacyjnego. Ze mna. Bo tam jest ciemno. Tam bedziemy sie dzis bawic. Ach tak! A wiec pokoj dopiero posprzatany z nowa zmiana dyzurnych zabawek ja znecila... Z zalem mowie – Nie skarbie, ja musze do pracy. Ale do zabawy przyjdzie niania. – Czekam na eksplozje. Popsulam dziecku plany. :-( Zamiast eksplozji slysze – OK! – Nie ma to jak trafic na znakomity humor dziecka. :-D Takie ranki sa rzadkie. Najczesciej ranki sa trudne. Eksplozje granatu to normalka. Czasem po otwarciu oczu oswiadcza sie obecnym, ze ksiezniczki nosza korony, a wiec jej tez nalezy takowa przyniesc. Obrazona kladzie sie na lawie w duzym pokoju i steka. ![]() Albo zada by ja zaraz wyprowadzic na spacer. Ranek rzeski, ale jej nie przeszkadza. ;-) ![]() Potem bite dwie godziny odgrywa role z roznych bajek, ktore ma tak obcykane, ze chyba sami aktorzy swych rol tak dobrze nie znaja. ![]() Starsza siostra bywa w tych zabawach wierna towarzyszka, ale czasem w przyplywie swego osmioletniego napadu droczenia sie z calym swiatem psuje wszystko syczac jedno zlosliwe zdanie za drugim. Kolejne dwa tygodnie stycznia Styczen to chyba miesiac przeszeregowan rodzinnych. Po noworocznej ciszy dzieci daja nam w kosc. Jestesmy troche przemeczeni, odpornosc spada. Nadchodzi seria ciezkich dni, w ktorych dzieci pozostawiaja nas w stanie mocno zuzytym. Jak dwa zmietolone zdeptane baloniki, z ktorych ktos spuscil powietrze po hucznej zabawie. :glaszcze: Nie ma nas kto podniesc i ponownie nadmuchac. Dni zlepiaja sie w ciag bolesnych awantur, tlumaczen, wyjasnien, ktore niewiele daja. Anita zmienia sie z rozwaznej w niereformowalna. ![]() W uszach gra mi piosenka Depeche Mode. Oh you wild one Devil's companion You won't stay satisfied for long I don't want you to change anything you do I don't want you to be someone else for me Oh you dark one Eternal outsider Caught in the spider's web you've spun… Ponura ciemna beznadzieja. :-( Odczuwam zlosc. :evil: Zrezygnowanie. :no: Walcze. Prosze. Tlumacze. :czytaj: Krzycze. :klotnia: Zabieram to, co sprawia radosc. Jestem zimna. :co: Jest mi zle z tym chlodem. :( Jest mi zal tych chwil, ktore mozna spedzic inaczej niz na wygrzebywaniu dziecka z niecheci do posluszenstwa. Czekam. Znow prosze. Znow tlumacze. Do pracy ide z prawdziwa ulga, bo tam moge sie oderwac od ponurosci. Koszmar. Niech mi ktos obieca, ze bedzie lepiej. Nasze rodzicielskie pedagogiczne zabiegi utrzymuja nas w przekonaniu, ze cos robimy dobrze. Ze skoncza sie pyskowki, upartosc, przesuwanie ustalonych granic. Jest nas dwoje. Dzialamy razem.Ale jest nam ciezko. Wieczorem czuje, ze nie mam na wiecej energii: I'm waiting for the night to fall I know that it will save us all When everything's dark Keeps us from the stark reality I'm waiting for the night to fall When everything is bearable And there in the still All that you feel Is tranquility Co dzien budze sie z nadzieja, ze wlasnie dzis moze byc lepiej. Ciszej. Spokojniej. Moze nie bedzie kaca moralnego za szlaban nalozony na ogladanie telewizji. Moze moje dorastajace dziecko zaakceptuje wyznaczone granice. Nie bedzie zranionych uczuc... There is a star in the sky Guiding my way with its light And in the glow of the moon Know my deliverance will come soon Bratowa, ktorej dzieci sa mlodze, mowi – Jak ty masz dobrze. Masz duze dzieci, wszystko pod kontrola. – Walcze w duchu, by nie parsknac gorycza. Pozory myla. Nie zawsze jest tak slodko jak na rozowych zdjeciach. Nie zawsze jestesmy swietna rodzinka. Frustruje mnie jej nierealistyczne spojrzenie na moja rzeczywistosc, ktora wcale nie jest ostatnio slodka. Nie chce mi wierzyc, ze nigdy nie mozna sie uodpornic na jawne nieposluszenstwo dzieci. Nie gdy sie je kocha. Starsze dzieci wymagaja wiecej pracy emocjonalnej. Zdartego gardla. Setek upomnien. Ale w koncu nastaje spokoj. :buja: Na jakis czas. Do nastepnego razu. Bo rodzina caly czas dorasta. A w przerwach miedzy burzami sa piekne chwile. Takie gdy kochane czarne pantery skradaja sie w tancu z grupa taneczna. ![]() Albo tancza krakowiaka dla amerykanskiej Polonii. ![]() Albo ucza sie zuc gume do zucia, ktora przy pierwszej probie nadmuchania balona wypada z ust z odrzutem lub... ![]() A rodzinne spacery sa radoscia, nie okazja do awantury. ![]() Gdy wspolne poznawanie plazow i gadow w upragnionej ciszy i zgodzie pozwala odetchnac z ugla, ze zaczal sie nowy, lepszy dzien. ![]() Bez guzow na glowie gdy prosby o spokoj nie skutnuja. ![]() Bez oslego uporu. ![]() Bez klotni. ![]() Za to z promiennym usmiechem na ukochanych buziach. Usmiechem, ktory wynagradza ciezkie chwile, ktory rozprasowuje zmarszczki, ktory rozpromienia serce. ![]() ![]() |
sobota, 28 stycznia 2006
Rodzinne dorastanie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















