Lato deszczowe sprzyja nudzie. :twisted: Czerwcowe ulewy sprawiaja, ze uciekamy przed deszczem na zakupy do centrum handlowego, ale ladujemy na karuzeli. W koncu ile mozna lazic po sklepach w wakacje. Zaczyna sie wakacyjny luz!![]() Deszcz leje i leje. Postanawiamy nie dac sie ponurej pogodzie i robimy wypad na wesole miasteczko, ktore nawiedza nasze male miasteczko z okazji odpustu. Przypomina mi sie moje dziecinstwo, gdy na wakacjach najwieksza atrakcja bylo wyruszenie na odpust podczas urlopu w jakims malenkim uroczym zakatku Polski. Male gliniane koguciki, panska skorka, obwarzanki... ech, zyc nie umierac! Anita i Martha maja tego namiastke, zamiast glinianych kogucikow, moga powirowac w przerosnietej porcelanie. ![]() Albo poszalec na dzikim smoku w rzesistym deszczu. ;-) ![]() Zamiast panskiej skorki, moga wsunac jablka pieczone z karmelem lub zjesc caly worek cukrowej waty, gdy mama nie patrzy. ![]() Gdy wciaz leje przez nastepny tydzien, nakrywam panny ze zrezygnowanymi minami w pokoju Anity w takim oto stanie... Plaza w domu przy swiete lampy? Czemu nie?! :-D ![]() Mimo wszystko w domu da sie milo spedzic czas. Mozna na przyklad pobawic sie we fryzjera... ![]() ... albo wozic wywrotka chrupki sniadaniowe... ![]() i karmic nimi psa... Ogladam zdjecia z zeszlego roku i stwierdzam, ze dziewczynom oprocz centymetrow przybylo mnostwo dziwnych pomyslow. ;-) Marthy nogi z malych pulchnych kopytek dreptusia zrobily sie dziwnie dlugie. Kompletnie przeszkadzaja nam teraz w takich czynnosciach jak przenoszenie spiacej krolewny do jej sypialni. Zawsze zawadzaja o framuge. Nogi Anity przestaly na mnie robic szokujace wrazenie gdy na swiecie pojawila sie jej siostra. Jakos proporcje w mgnieniu oka zmienily sie przy niemowlaku w domu. Za to w tym sezonie szokuje mnie jej dziwnie rozrastajace sie plecy i ... klatka piersiowa... Nie... to niemozliwe, niech mnie ktos obudzi!!!!! :shock: Ulewy wreszcie koncza sie. Mozna wynurzyc sie z domu by uskuteczniac dzikie pomysly na zewnatrz. Mozna polowac na robale. Dziwaczne swietliki w dzien wygladaja raczej nieciekawie. Martha nie jest nimi tak zachwycona jak jej odkrywcza siostra. ![]() Mozna tez ruszyc na polowanie na borowki amerykanskie. Bo wszystkie jestesmy nie tylko wyglodniale slonca, ale i witaminek. ![]() Oprocz pozerania borowek prosto z krzaka, mozna tez z nimi zrobic inny uzytek za przykladem mamy... ![]() A stuknieta mama kilka tygodni pozniej dziwi sie skad jej mlodsza pociecha wpada na dziki pomysl wklepania w dziurke do nosa gumy do zucia... Po takich zwariowanych pomyslach trzeba wrocic blizej cywilizacji. Udawac calkiem normalna szanujaca sie rodzinke na rodzinnej imprezie... ;-) ![]() Krytycznie patrzec na szurnietego clowna, ktory usiluje wmowic dzieciom, ze umie czarowac... ![]() Gdy nikt nie patrzy, poslinic palce i mazac nimi po lodowej rzezbie... ![]() ... lub gdy nikt nie slucha, pozepolic na fortepianie. ![]() Oczywiscie taka cywilizacja jest dobra, ale tylko na troche. Z radoscia zrzucamy jedwabie na rzecz szortow i gnamy za przykladem rodzinki Krecikow do zoo! Z balowej sali ladujemy w jaskini. ![]() Martha ma faze na obraze. O rozne male i mniejsze sprawy, takie jak na przyklad problem z wdrapaniem sie na baobab. ![]() Jesli chodzi o duze sprawy, zamiast obrazy nastepuje chwilowy koniec swiata. ;-) Weryfikuje doswiadczenia z innymi mamami rowiesnic Marthy. Stwierdzenie normy nie pociesza mnie zbytnio. Przeczekamy. Oprocz dzikich awantur, dzikich wspinaczek i dzikich zwierzat, w zoo doswiadczam uczucia radosci na widok kozy afrykanskiej grubej jak antalek. Anita twierdzi, ze jest w ciazy. Ale doczytujemy, ze taka jej antalkowata natura. ![]() Mamy krotka dyskusje na temat ciaz u koz. Na szczescie zza ogrodzenia wychyla sie spragniona pieszczot owca. Dziewczyny pol godziny zaglaskuja ja chyba w nadzieji zaglaskania na mur beton, ale owca nie rusza sie z miejsca rada, ze ja tak podziwiaja. ![]() A ja nadal podziwiam biala koze i dostrzegam w jej spojrzeniu, wcale dodam nieglupim, jakas sympatie i wiez. Koza koze rozumie. Anita przybiega do mnie z wiadomoscia, ze koza i ja jestesmy do siebie podobne, bo bie jakies uparte... Czy w zwiazku z tym moglabym sobie kupic koze by miec z niej mleko i przyjaciolke, a jej owce, by miec z niej zwierzatko do glaskania. Zdecydowanie czas ruszyc do starej zolwiowej fontanny by zmienic temat... ![]() Lipiec jest super. Kazda wolna chwile spedzamy na basenie osiedlowym. ![]() Sasiedzi staraja sie urozmaicic dzieciom czas. Trafiamy na lekcje robienia papieru ozdobnego. Najpierw Anita, potem Martha odciskaja wode z papierowej mazi i ozdabiaja papier kwiatkami. ![]() ![]() Potem papier sobie schnie, a one biora udzial w lekcji chemii o kwasach i zasadach prowadzonej przez sasiada-chemika z lokalnej szkoly. Mieszaja odczynniki, eksperymentuja. Ja robie zdjecia na osiedlowa strone internetowa. ![]() Po takiej dawce slonca i podejrzanych substancji, dopada nas jakas dzika goraczka z wysypka. ;-) ![]() A moze to przedwyjazdowa goraczka gorska? 8) W kazdym razie przechodzi nam dosc szybko i spokojnie mozna ruszac na urlop. Wodospady, sarny, babcia i dziadek... mama tylko na chwile, bo musi wracac do pracy. Ale za to za kilka dni znow bedziemy razem wpadac na rozne dzikie pomysly! ![]() |
piątek, 7 lipca 2006
Dzikie pomysly
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Lato deszczowe sprzyja nudzie. :twisted: Czerwcowe ulewy sprawiaja, ze uciekamy przed deszczem na zakupy do centrum handlowego, ale ladujemy na karuzeli. W koncu ile mozna lazic po sklepach w wakacje. Zaczyna sie wakacyjny luz!























