Czwartek, 8 kwietnia
Zapomnialam o moim spietym swiecie. Wszystkie problemy zostaly za oceanem, na drugim kontynencie, daleko. Nie nawiedzaja mnie zle sny, nie scigaja mnie zle mysli. Kazdym usmiechem dziekuje Bogu za ten relaks, za te cudne chwile, nawet za inwazje mrowek, za ciecia malenkich meszek, za przypalony sloncem brzuszek. Moczymy sie w basenie, wloczymy po okolicy, lezymy jak stado fok na lezakach lub hamakach w sloncu delektujac sie soba, lodami, rumem z kola i pina colada.




Pura Vida!
Piatek, 9 kwietnia
Ruszamy w droge do Guatil, malenkiej wioski oddalonej o jakies 60 km by obejrzec artystyczne wyroby garncarskie tamtejszego plemienia indianskiego Chorotega. Droga znacznie milsza na polnoc wsrod nizin i gor oraz brzegiem Pacyfiku. Nie jest tak dziurawo, a spory odcinek trasy jest wylozony asfaltem.


Na miejscu korzystamy z pokazu calego procesu produkcyjnego garnkow z gliny. Tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie przez jakies 800 lat! Zachwyceni roznorodnoscia zakupujemy kilka gwizdkow-fujarek w ksztalcie zolwi, ktore przypominaja nam nasze swojskie odpustowe kogutki.
Kusza mnie te piekne skorupy, ale rozbity kubek z poprzedniej podrozy przypomina w pamieci rzucanie walizek na lotniskach. Nie ma szans, nie ma miejsca w podrecznym bagazu.
Sklep:

Garncarka:

Naturlane barwniki:


Gline wydobywana nieopodal udeptuje sie na gladka mase nogami na plotnie:


Gotowy garnuszek wypala sie w ogromnym piecu, a porem dekoruje, poleruje i drazy.



Potem powrot do domu przy popiskiwaniu fujarek.


Drobne zakupy, lancz w malej knajpce - jak zwykle male lokalne knajpki nie rozczarowuja nas, jedzenie jest pyszne i za grosze!
Drobne zakupy:

Zapomnialam o moim spietym swiecie. Wszystkie problemy zostaly za oceanem, na drugim kontynencie, daleko. Nie nawiedzaja mnie zle sny, nie scigaja mnie zle mysli. Kazdym usmiechem dziekuje Bogu za ten relaks, za te cudne chwile, nawet za inwazje mrowek, za ciecia malenkich meszek, za przypalony sloncem brzuszek. Moczymy sie w basenie, wloczymy po okolicy, lezymy jak stado fok na lezakach lub hamakach w sloncu delektujac sie soba, lodami, rumem z kola i pina colada.
Pura Vida!
Piatek, 9 kwietnia
Ruszamy w droge do Guatil, malenkiej wioski oddalonej o jakies 60 km by obejrzec artystyczne wyroby garncarskie tamtejszego plemienia indianskiego Chorotega. Droga znacznie milsza na polnoc wsrod nizin i gor oraz brzegiem Pacyfiku. Nie jest tak dziurawo, a spory odcinek trasy jest wylozony asfaltem.
Na miejscu korzystamy z pokazu calego procesu produkcyjnego garnkow z gliny. Tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie przez jakies 800 lat! Zachwyceni roznorodnoscia zakupujemy kilka gwizdkow-fujarek w ksztalcie zolwi, ktore przypominaja nam nasze swojskie odpustowe kogutki.
Sklep:
Garncarka:
Naturlane barwniki:
Gline wydobywana nieopodal udeptuje sie na gladka mase nogami na plotnie:
Gotowy garnuszek wypala sie w ogromnym piecu, a porem dekoruje, poleruje i drazy.
Potem powrot do domu przy popiskiwaniu fujarek.
Drobne zakupy, lancz w malej knajpce - jak zwykle male lokalne knajpki nie rozczarowuja nas, jedzenie jest pyszne i za grosze!
Drobne zakupy: