sobota, 8 maja 2010

Kostaryka, cz. 5

Czwartek, 8 kwietnia
Zapomnialam o moim spietym swiecie. Wszystkie problemy zostaly za oceanem, na drugim kontynencie, daleko. Nie nawiedzaja mnie zle sny, nie scigaja mnie zle mysli. Kazdym usmiechem dziekuje Bogu za ten relaks, za te cudne chwile, nawet za inwazje mrowek, za ciecia malenkich meszek, za przypalony sloncem brzuszek. Moczymy sie w basenie, wloczymy po okolicy, lezymy jak stado fok na lezakach lub hamakach w sloncu delektujac sie soba, lodami, rumem z kola i pina colada.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pura Vida! :slonko:

Piatek, 9 kwietnia
Ruszamy w droge do Guatil, malenkiej wioski oddalonej o jakies 60 km by obejrzec artystyczne wyroby garncarskie tamtejszego plemienia indianskiego Chorotega. Droga znacznie milsza na polnoc wsrod nizin i gor oraz brzegiem Pacyfiku. Nie jest tak dziurawo, a spory odcinek trasy jest wylozony asfaltem.

Obrazek

Obrazek

Na miejscu korzystamy z pokazu calego procesu produkcyjnego garnkow z gliny. Tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie przez jakies 800 lat! Zachwyceni roznorodnoscia zakupujemy kilka gwizdkow-fujarek w ksztalcie zolwi, ktore przypominaja nam nasze swojskie odpustowe kogutki. :usmiech2: Kusza mnie te piekne skorupy, ale rozbity kubek z poprzedniej podrozy przypomina w pamieci rzucanie walizek na lotniskach. Nie ma szans, nie ma miejsca w podrecznym bagazu.

Sklep:
Obrazek

Garncarka:
Obrazek

Naturlane barwniki:
Obrazek

Obrazek

Gline wydobywana nieopodal udeptuje sie na gladka mase nogami na plotnie:
Obrazek

Obrazek

Gotowy garnuszek wypala sie w ogromnym piecu, a porem dekoruje, poleruje i drazy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem powrot do domu przy popiskiwaniu fujarek.

Obrazek

Obrazek

Drobne zakupy, lancz w malej knajpce - jak zwykle male lokalne knajpki nie rozczarowuja nas, jedzenie jest pyszne i za grosze! :wniebie:

Drobne zakupy:
Obrazek :smiech: :rolf:

wtorek, 4 maja 2010

Kostaryka, cz. 4

Sroda, 7 kwietnia

Dzien wyprawy na Isla Tortuga czyli Wyspe Zolwiowa. Droga wynosi ponad 90 km wzdluz poszarpanego brzegu polwyspu nikojskiego w kierunku wioski Montezuma.

Wyruszamy o bladym swicie przed wschodem slonca na ten szlak, ktorego nie powstydzilby sie Indiana Jones.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bez napedu na cztery kola nie da rady przeprawic sie przez te skaliste, pozbawione asfaltu drogi, ktore co jakis czas przerywaja koryta rzek. Suchy sezon ma swoje uroki, rzeki wygladaja bardziej jak kaluze rozrzucone grzie niegdzie po kamienistych wawozach, nie mniej jednak 2 z nich podwyzszaja nam poziom adrenaliny gdy dojezdzamy do ich brzegow. Nie widac glebokosci nawet po wjechaniu w metne koryto.

Obrazek

Obrazek

Wycieczka motorowa lodzia na wyspe trwa 45 minut. 45 minut wiatru we wlosach, slonych kropli Pacyfiku na twarzy i slonca przypalajacego plecy do czerwonosci. :smiech:

Obrazek

Obrazek



Docieramy do skalistych wyrostkow by podgladac tropikalne ryby. Wrzucamy na siebie sprzet...

Obrazek

Obrazek

... i zanurzamy sie w przerazliwie slonej wodzie. Ryby widac juz ze statku, klebia sie pod woda lawicami, polyskuja bajecznymi kolorami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mama zostaje na lodzi i karmi je chlebem tostowym, a my wpadamy miedzy te teczowe lawice probujac zlapac, dotknac, doswiadczyc jak najwiecej z tego niepowtarzalnego zjawiska. Woda jest przezroczysta i cudownie lazurowa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widac nasz punkt docelowy, tropikalna wyspe Tortuga, ktora jest prawdziwym klejnotem na Pacyfiku i wszystkim tym, czego oczekiwaloby sie od tropikalnej wyspy: otoczona pasmem bialego piachu, zacieniona cudnie palmami, ze skalistymi brzegami tam, gdzie konczy sie plaza. Miejsce absolutnego odpoczynku zamieszkale przez dzikie indyki, swinie i papugi. Tam udajemy sie na lancz, po czym reszte czasu spedzamy leniwie moczac sie w superslonej wodzie przenoszeni fala raz do brzegu, raz w srodek oceanu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga powrotna jest trudna. Obieramy bezpieczniejsza trase, ktorej odcinki asfaltowe znikaja w ciemnosciach zamieniajac sie w skaliste drogi nad urwistymi brzegami zatoki nikojskiej. Auto grzeje sie niebezpiecznie nie wyrabiajac na tej wariackiej trasie. Nie pamietam ile rozancow odmawiam po drodze umierajac ze strachu. :smiech: Docieramy do domu w ciemnosciach jak w kopalni. Z ulga. I zachwyceni przezyciami na wyspie. :wniebie:

niedziela, 2 maja 2010

Kostaryka, cz. 3

Wtorek, 6 kwietnia

Lenistwo trwa. Leniwie wynurzamy sie spod moskitier na sniadanie na tarasie, gdy nasza uwage przykuwa Sadie. Slyszelismy o niej od wlascicieli.

Obrazek

Sadie to srednio oswojony szop pracz, lokalny gatunek z przedluzona kufa, puchatym futrem i generalnie przyjaznym usposobieniem. Sadie wpada tylko na moment i nie ma zamiaru nawiazac blizszej znajomosci. Wypija troche wody z basenu i znika w tych samych krzewach hibiskusa, z ktorych sie wynurzyla.

Skwar zaczyna sie od rana, na niebie kraza sepy, pod dachem cwierkaja gekony, ktore w zawrotnych ilosciach zamieszkuja zakamarki domu i utrzymuja go w czystosci przed owadami, muszki tna jak opetane, zupelnie nieczule na dzialanie najnowszego OFFa. Dzieczyny mocza kupry w basenie nurkujac zawziecie.

Obrazek

Nie moge usiedziec w miejscu, korci mnie wyrwac sie w okolice, ale upal jest za duzy by piechota udac sie gdziekolwiek. Na tarasie znajduje zielonego ptaszka.

Obrazek

Ciezko dyszy, nie ucieka. Wyglada na przerazonego, ale tak zmeczonego, ze nie ma sil na szybka ewakuacje.

Obrazek

Woda stawia go na nogi po 15 minutach. Odlatuje na pobliska palme, a stamtad znika w suchej tropikalnej puszczy. Susza jest nielaskawa dla zwierzat. Zastanawiam sie nad krazacymi pod niebem drapieznikami. Byc moze ten sliczny malenki ptaszek stalby sie lupem ktoregos z nich gdyby nie znalazl schronienia pod ludzkim dachem.

Halas na dachu, ktory jest zrobiony z metalowej dachowki jest niesamowity. Cos wali w dach jak w beben. Wspinamy sie by uzyskac lepszy kat widokowy i widzily sprawce tego rumoru. Olbrzymia iguana spaceruje po dachu w kierunku drzewa nie robiac sobie nic z niczego. Gdy nas zauwaza, zadziwiajacym truchtem przemierza dach, zlazi lamiac wszystko swoim ciezarem, ucieka na droge i wspina sie na nastepne drzewo w bezpiecznej odleglosci. Wyglada jak legendarny Bazyliszek. :smiech:

Obrazek

Obrazek

Plaza nad Pacyfikiem zasypana jest muszlami i prawie pusta. Woda ciepla jak zupa, dzieci biegaja po niej zbierajac co ladniejsze okazy. Ale nawet na plaze jest za goraco, nie wytrzymujemy dlugo na plazy i uciekamy na obiad do domu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trzeba isc spac wczesnie. Rano ruszamy na Wyspe Zolwiowa.
Obrazek

Po takim skwarze nie da sie chodzic bez bialej koszulki. Biale koszulki towarzysza dziewczynom juz do konca urlopu. Skora na ramionach skryta pod koszulka czuje sie znacznie lepiej.