poniedziałek, 26 czerwca 2006
wtorek, 20 czerwca 2006
Co laczy, co dzieli siostry?
| Matka nie moze zmusic swych corek by staly sie siostrami... nie moze ich zmusic ani do przyjazni, ani do wspolnego spedzania czasu, ani nawet do wspolnej lobuzerki. Ale odrobinie szczescia, siostry odnajduja sie w zyciu i same znajduja sobie tego jednego wiernego sojusznika na cale zycie. Czy tak bedzie miedzy siostrami, ktorych dzieli 5 lat roznicy, zobaczymy w przyszlosci. Teraz jest tego dobry poczatek... Jest mnostwo spraw, o ktorych nikt z nas nie mysli na co dzien. Ale przegladajac na zdjecia dziewczynek z ostatnich tygodni dochodze do wniosku, ze tworza bardzo zgrana, aczkolwiek pelna roznic pare. Na co dzien nigdy na te roznice nie zwracamy uwagi, nie szufladkujemy naszych corek. Ale przy skrobaniu kolejnego odcinka pamietnika, analiza nasuwa sie sama. Zupelnie nie pamietam jak bylo u mnie, z moja mlodsza siostra, wydaje mi sie, ze nie spedzalysmy wspolnie tyle czasu, ile spedzaja moje corki, ale dzis wiem, ze laczy nas wiez, ktorej nic nie jest w stanie rozerwac, nawet ogromna odleglosc, ktora nas dzieli. Co laczy siostry, z ktorych jedna, to spokojna dusza, a druga to rasowy postrzeleniec? [A zadna tak na serio nie wie, ze my je tak widzimy :-) ] Milosc do podrozowania i poznawania nowego. Gdy w majowy weekend ruszamy do pieknego Massachussets by spotkac sie z Jake’owa rodzinka i uczcic pelna geba pierwsze urodzinki uroczego chlopca Kasi, dziewczyny sa podekscytowane. Nawet nie piora sie cala droge do Cape Cod, MA. Zaczynaja sie okladac dopiero, gdy okazuje sie, ze z hotelu na przyladku do celu jest jeszcze 40 minut drogi. Wtedy podroz zamienia sie w okladanie sie ciosami z poduszek i kocow-przytulanek jak rowniez wyrywaniu sobie klakow gdy tylko sa w stanie siegnac swych czupryn. Urodzinki Jake’a sa okazja do zabawy w dmuchanie baniek mydlanych, rzucanie samolotow, ganianie z kuzynami Jake’a po ogrodzie. Ale zanim zabawa rozkreca sie, dwie siostry trzymaja sie w kupie i ostroznie, w znanym towarzystwie, badaja nieznane grunty. Daja sobie nawzajem poczucie bezpieczenstwa. Nastepnego dnia - plazowanie. Migajaca nam w oddali foka magnetyzuje doroslych, za to dzieciom zupelnie nie maci spokojnego rycia w piachu. Wspolna fascynacja piachem laczy siostry w prawie niemym kopaniu. Nie pomagaja pozniejsze spekulacje, czy to aby nie wieloryb. ;-) Rycia pobic nie jest w stanie nic. Wieloryby w Cape Cod to swoista maskotka okolicy. Urzadzamy wiec na nie polowanie uzbrojeni w aparat. Siostry zaczynaja nierowna walke o ujarzmienie wieloryba. Nierowna, bo dlugosc nog powoduje szczera frustracje ze strony tej mniejszej, ktora lubi tez czasem wygrywac. Nastroje sa podzielone, klotnie o to, ktora ma dopasc pierwsza wieloryba towarzysza nam cale popoludnie. Ta z dluzszymi nogami wcale nie ma zamiaru popuscic tej z krotszymi. Czuje smak wygranej, gdzie nagroda jest siad okrakiem na zdobyczy. Milosc do konkurencji i do wygranej wyraznie je laczy. Wyniki zdobywane przy konkurencji – dziela. :twisted: Po wspanialym weekendzie w Cape Cod nastepuje pelen niedosytu powrot do rzeczywistosci. Ale siostry wydaja sie byc szczesliwe. Maja siebie. Maja wspomnienia i marzenia. I nowe perspektywy. Siostry zdecydowanie rozni smak ryzyka. Martha zyje by przepasc ;-) , Anita przepada za zyciem. Ze zdecydowana rozwaga. ;-) A ja skonsternowana zastanawiam sie gdzie mam stanac miedzy nimi, by zdazyc jedna zlapac zanim przepadnie, a druga lekko popchnac, by niczego nie przegapila przez te swoja rozwage. :-P Obie uwielbiaja probowac nowych rzeczy, radosnie wyciagaja wedki gdy tata proponuje moczenie kijow. Obserwuje z koca jak trzy wedki, jedna za druga, z podpatrywana u powaga mocza sie w wodzie. Anita patrzy na tate, Martha patrzy na Anite, a ja patrze na cale towarzystwo relaksujac sie i cieszac, ze jestesmy razem. Tata miewa wspaniale pomysly organizatorkie i ciagle zadziwia mnie swoja checia do akcji. Zamykam oczy na pare sekund, dokladnie tyle by wystarczylo im mnie czyms zszokowac. Radosnie klada mi na golej szyji pluskajaca pierwsza zlapana oslizgla rybe. Przy calym tym wedkarskim szale nie mam nawet czasu by drzec sie dlugo z obrzydzenia, bo musze pstrykac pamiatkowe zdjecia. Laczy je zamilowanie do tworczosci wlasnej. Anita do sztuki podchodzi w sposob systematyczny i uporzadkowany, choc generalnie uwielbia wokol siebie artystyczny nielad. Tworzy jednak w ladzie. Martha zabierajac sie do tworczosci robi najwiekszy w swiecie katastroficzny balagan, ktory konczy sie dzielem raczej minimalistycznym. ;-) Z reguly jednak to ona ma w pokoju calkiem przyzwoity porzadek i nigdy nie pojdzie spac zanim nie zbierze zabawek. Obie laczy milosc do lalek, pluszakow i wody. Dziela je roznice w sposobie zabawy wynikajace z zasobu doswiadczen, chec przewodzenia i oczywiscie zwyczajna siostrzana konkurencyjnosc, ktora najczesciej ma calkiem zdrowy charakter, ale czasem konczy sie placzem jednej albo drugiej. ;-) Pamietam, ze u nas tez bywaly w dziecinstwie takie sytuacje. Pomagaly nam zebrac doswiadczenia w swojskich, komfortowych warunkach i wyniesc je na probe do tych mniej komfortowych warunkow na zewnatrz jednostki rodzinnej..;-P Lalki towarzysza im wszedzie. Na wyjazdach, w kapieli, na plazy, na basenie, przy stole. Lalki pozwalaja na odgrywanie rol, pyskowanie, zdobywanie umiejetnosci spolecznych, do ktorych przetestowania w gronie zywych zabraklo odwagi. Lalki „udaja” czlonkow rodziny, opowiadaja bajki, wysluchuja zwierzen i dochowuja tajemnicy jesli chodzi o powierzane im sekrety. Mama obszywa posiadane juz lalki, produkuje niezliczone kocyki i poduszki, wymysla akcesoria. Nawet tata daje sie wciagnac w ten lalkowy interes i uszczesliwia panny nowymi, nieslychanie niezwyklymi, lalkami Hallie, identycznymi, by uniknac jekow porownywania i chronic siostry przed siostrzana zazdroscia. Lalki Hallie razem chodza do szkoly i przebieraja sie wieczorem w ksiezniczki by uczestniczyc w palacowej herbatce we dwoje. Pluszaki rozklejaja z kolei mame. Jak w amoku siegam po portfel za kazdym razem obiecujac sobie, ze to juz ostatni raz... Nigdy nie moge zrozumiec nagmninnie wystepujacego u mnie udaru mozgowego, ktory dopada mnie w chwili, gdy slysze: „Mommy, can I have this? This is so cute!” Potem pluszaki wedruja z nami po knajpach i korzystaja z menu bez zenady. ;-P To ten blysk w oczach dzieci, te kilka chwil radosci, pozwalaja mi na kilka sekund zatopic sie w kompletnym braku poczucia winy za nastepne wyrzucone pieniadze. Po kilku dniach pluszaki ida w odstawke przy takiej ilosci bodzcow jakie maja dziewczyny. Czasem jednak pluszaki gromadnie wracaja do lask. Laduja wtedy na niedzielnym pikniku, specjalnie zorganizowanym przez dziewczyny, a ja ciesze sie, ze jeszcze nie musze robic czystki w furze futrzakow w piwnicy. Piknik w sloncu przycmiewa poczucie maminej winy. ;-) Dostepu do wody mamy pod dostatkiem caly rok, ale latem najlepiej pobierac lekcje plywania od starszej siostry. Martha patrzy w starsza siostre jak w obrazek, czego Anita zupelnie zdaje sie nie dostrzegac. Tylko z nia czujac sie dobrze w wodzie, jakby chciala powiedziec: by odniesc sukces, potrzebuje abys plynela tuz obok mnie... Obie laczy milosc do siebie i chec przebywania ze soba. Dbaja o siebie, podsuwaja sobie desery, dziela sie lodami i lizakami, przygotowuja dla siebie niepodzianki, robia prezenty za kieszonkowe, czekaja na siebie i tesknia, gdy sa odserparowane przez dluzszy czas. Knuja wspolne spiski, laza po meblach, wywracaja pokoj zabaw do gory nogami, rozrabiaja jak szalone bardzo zgodnie, zwlaszcza gdy pojawia sie w domu dorosle towarzystwo rodzicow. ;-) Wtedy nic, a nic nie widac, ze Anita to ta spokojna i rozwazna, a Martha ta postrzelona i egzaltowana. Nie widac tego w moich oczach matki. Bo te etykietki „przykleilam” do nich w myslach i na kartkach tego bloga. W zyciu nie ma czasu na szufladkowanie. Laczy ich umiejetnosc zasypiania wieczorem znienacka, wszedzie i w kazdej pozycji. Budzac sie rano, pytaja sie czy ta druga juz sie wyspala. Szanuja swoj odpoczynek, nauczyly sie, ze gdy ta druga spi, ta pierwsza musi znalezc sobie ciche zajecie. A gdy spedzaja czas oddzielnie, nigdy nie zapominaja, ze mozna miec wielu przyjaciol, a siostra jest tylko jedna. ;-) Podobne sa coraz bardziej. Nie tylko z wygladu, ale i z upodoban. W Marthasku widze mala Anite, w Anicie, Marthaska. Dziela material genetyczny i chec bycia ta druga. Anita oswiadcza mi, ze nie jest juz niesmiala, bo stara sie byc taka przyjazna jak Martha. Jej inteligencja podsuwa jej chec samoulepszania sie bez niczyich sugestii. Obserwuje siostre i jej stosunki z innymi i bierze przyklad. A Martha? Rzuca sie na wszystko, co lubi starsza siostra, wyludza od niej ukochane do niedawna zabawki, imituje stroje, miny, marzy o dlugich wlosach. Bawi sie jak Anita jeszcze pare lat temu. A gdy nastepuje chwila relaksu, upodobanie sobie tego samego miejsca na sofie w salonie nie zawsze konczy sie przepychanka, ale niema zgoda. Zdecydowanie latwiej przebywac w samotnosci w dobrym towarzystwie. Nawet jesli taka samotnosc trwa pare sekund i konczy sie przepychanka. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















