Lubicie powracac w miejsca, gdzie przezyliscie mile chwile? Odkopywac z morskiego piasku zagrzebane wspomnienia? Wypatrywac w morskiej dali tego samego cieplego powiewu wiatru, ktory niegdys dawal wam nadzieje i moc by dalej piac sie pod zyciowa gore? Znajome przemieszane z nowym to taki wygodnicki troche uklad dla zestresowanych.
Bezpieczenstwo znajomego i mala doza nowego by nie bylo nudy. Mieszanka na tyle atrakcyjna, ze mozna zapomniec czesciowo o nekajacej nas rzeczywistosci. Male wiosenne wakacje z rodzina zaniedbana.
Atlantyk wita nas mroznym wiatrem. Jest niesezonowo chlodno, ale pachnie cudnie.


Anita i Isabella wpadaja na stara zapiaszczona butle... ale nie ma w niej listu...

Postanawiamy sami wyslac listy w ocean, ale nasz zielony
zorientowany na ochrone srodowiska karci nas za glupi pomysl zasmiecania wspolnego dobra.
Kazdego dnia ruszamy na wycieczki krajoznawcze.

Raz do akwarium...







Raz na taras w celach odmoczenia zimowych zastojow...

... i delektowania sie widokiem okolicy z kielonkiem Cabernet w reku...

Raz na plaze w celach poszukiwania zasuszonych malych rekinow wyrzuconych z rana na piach...


Raz na prom by przedoscytac sie na sasiadujaca wyspe Okracoke w celach pozarcia dobrych lodow...





Raz by powrocic do Ogrodow Elizabetanskich w Manteo...









Raz by dosiasc gigantycznego krzesla i poczuc sie krasnalem...

Raz by oddac sie urokom zachodzacego slonca przy zatoce...


To znow na plaze by poryc w piachu tak az w zebach trzeszczalo...


I obejrzec z dala zerujace delfiny... (uwaga,
upieral sie, ze to rekiny, ale zadne rekiny tak pieknie nie skacza w gore z usmiechnietym pyskiem).

Albo by odwiedzic stara latarnie morska w Buxton...

Lub rodzinnie udac sie szlakiem wzdluz wybrzeza...


Rodzina robi sie blizsza. Buduje sie wiezc, topnieje wrogosc. Jak dobrze dzielic sie z bliskimi tym, co bylo dobre w naszym zyciu.
Atlantyk wita nas mroznym wiatrem. Jest niesezonowo chlodno, ale pachnie cudnie.
Anita i Isabella wpadaja na stara zapiaszczona butle... ale nie ma w niej listu...
Postanawiamy sami wyslac listy w ocean, ale nasz zielony
Kazdego dnia ruszamy na wycieczki krajoznawcze.
Raz do akwarium...
Raz na taras w celach odmoczenia zimowych zastojow...
... i delektowania sie widokiem okolicy z kielonkiem Cabernet w reku...
Raz na plaze w celach poszukiwania zasuszonych malych rekinow wyrzuconych z rana na piach...
Raz na prom by przedoscytac sie na sasiadujaca wyspe Okracoke w celach pozarcia dobrych lodow...
Raz by powrocic do Ogrodow Elizabetanskich w Manteo...
Raz by dosiasc gigantycznego krzesla i poczuc sie krasnalem...
Raz by oddac sie urokom zachodzacego slonca przy zatoce...
To znow na plaze by poryc w piachu tak az w zebach trzeszczalo...
I obejrzec z dala zerujace delfiny... (uwaga,
Albo by odwiedzic stara latarnie morska w Buxton...
Lub rodzinnie udac sie szlakiem wzdluz wybrzeza...
Rodzina robi sie blizsza. Buduje sie wiezc, topnieje wrogosc. Jak dobrze dzielic sie z bliskimi tym, co bylo dobre w naszym zyciu.