Taka cudownie babska, oplywajaca potokami deszczu niedziela to najlepsza okazja, by zrobic cos razem.
Dawno nie bylysmy tylko we trzy (nie liczac psa-wydry, ktory przekracza ostanio granice zarlocznosci i potrafi wyluskac resztke kanapki szkolnej Marthy z woreczka foliowego przez mala dziurke i wciagnac zdobycz noskiem) i dawno nie mialysmy wszystkie nastrojow tworczych.
Mimo strumieni deszczu, udajemy sie ochoczo po materialy tworcze do sklepu. Odkrywam, ze moje dziewczyny sa podekscytowane planami tak, ze zapominaja o przepychankach jakie ostatnio towarzysza nam nieodzownie przy sklepowych wizytach. Glosno planujac jakie fajne rzeczy mozna porobic na rozne okazje, ladujemy do wozka na zakupy kolejno tkaniny, wstazki, mechate druciki, styropianowe kule, czarna farbe akrylowa i mase innych drobiazgow potrzebnych nam do realizacji projektow.
Szybko zjadamy lancz i siadamy do pracy - ja przy maszynie do szycia, a dziewczyny przy styropianowych kulach. Po lanczu nawet co poniektorzy dziobow nie umyli, tak spieszno bylo do farby.
Dawno nie bylysmy tylko we trzy (nie liczac psa-wydry, ktory przekracza ostanio granice zarlocznosci i potrafi wyluskac resztke kanapki szkolnej Marthy z woreczka foliowego przez mala dziurke i wciagnac zdobycz noskiem) i dawno nie mialysmy wszystkie nastrojow tworczych.
Mimo strumieni deszczu, udajemy sie ochoczo po materialy tworcze do sklepu. Odkrywam, ze moje dziewczyny sa podekscytowane planami tak, ze zapominaja o przepychankach jakie ostatnio towarzysza nam nieodzownie przy sklepowych wizytach. Glosno planujac jakie fajne rzeczy mozna porobic na rozne okazje, ladujemy do wozka na zakupy kolejno tkaniny, wstazki, mechate druciki, styropianowe kule, czarna farbe akrylowa i mase innych drobiazgow potrzebnych nam do realizacji projektow.
Szybko zjadamy lancz i siadamy do pracy - ja przy maszynie do szycia, a dziewczyny przy styropianowych kulach. Po lanczu nawet co poniektorzy dziobow nie umyli, tak spieszno bylo do farby.
Podczas gdy kule schna w spokoju, skupiamy uwage na "goodie bags" na Marthy urodziny. "Goodie bags" czy tez "loot bags" to mily zwyczaj torebeczek-prezencikow dla gosci urodzinowych, ktore wrecza sie gosciom przy wyjsciu. Zamiast bezsensownego przepelniania ich cukierkami, mozna je wypelnic cieszacymi dzieci drobiazgami. W tym roku Martha jest ma nowa obsesje, w pelni przez nas podzielana, Dzwoneczek z Piotrusia Pana jest obiektem jej wzdychan i marzen. Torebki beda w tym roku specjalne, sciagane wstazkami woreczki szyte przez mame jubilatki.
Podczas gdy ja szyje 14 torebek, dziewczyny na zmiane wciagaja wstazki do sciagania i napychaja torebki niespodziankami. Pracuja bardzo zgodnie dzielac zadania miedzy siebie, podekscytowane, ze jak niegdys mama znalazla czas tylko i wylacznie dla nich. Slysze mase komplementow pod swoim adresem i zamiast cieszyc sie szczerze, czuje scisk poczucia winy, ze tak dawno nie bawilysmy sie w nic razem tak kompletnie dokumentnie tylko we trzy. Dzis w ich oczach jestem najlepsza mama pod sloncem, ktora nie tylko umie piec pyszne chleby i ciasta, ale tez potrafi wyczarowac mase innych fajnych rzeczy i zrealizowac kazdy pomysl. "Mamo, ty wszystko umiesz i zrobisz, co tylko wymyslisz! Jestes najlepsza mama na calym swiecie!"
Kule suche, czas zabrac sie za nastepny etap projektu. Skupienie, oczu spod grzywy nie widac, ekscytacja rosnie.
Szesc osmionogich pajeczakow zamieszkuje od dzis nasze wnetrza. 3 panienki i 3 kawalerow (bo kazda panna musi mie pare).
Zabawa trwa jeszcze 2 godziny. Druciane nogi placza sie pajakom, musze je prostowac, bo ja to najlepiej robie.
Jutro kolejny dzien. Pajeczyna do udekorowania domu na Halloween czeka obiecujaco w szafie. Poczeka jeszcze kilka tygodni, a na niej zamieszkaja nasze styropianowe wielonogi.