niedziela, 30 sierpnia 2009

Brzoskwiniowe lenistwo

Dawno nic nie pisalam... "wypisuje sie" obecnie w pracy za wszystkie czasy, te dobre i te zle... Dzis w drodze na farme w Colts Neck, gdzie kazdego roku jezdzimy na brzoskwinie i naktarynki, dzieci spytaly mnie czy spelniam sie w pracy i jestem tym, kim chcialam byc, gdy dorosne... ;)

Jestem tym, kim chcialam byc, gdy dorosne. Jestem spelniona. Jestem szczesliwa. Jeszcze kilka miesiecy temu bylam strzepkiem nerwow, ktory nie potrafil egzystowac bez stabilizacji zapewnianej wlasna praca zawodowa. Dzis, po wielu miesiacach, przespalam noc bez budzenia sie z mocno bijacym sercem, sniac o... coz, nie o pracy. :wysmiewa: To, ze wreszcie udalo sie obudzic w poczuciu relaksu i spenienia, to prawdziwy sukces. A juz mialam zamiar prosic mojego medyka o wspomaganie obok tego szamponu na lysienie, ktory mi tak gorliwie przepisal w czwartek. ;) Ale nie. Nie mruknelam nic, gdy spytal, ze czy spie dobrze. Chcialam miec jeszcze jedna szanse z sama soba. "Tough it out, Ewka" - powiedzialam sobie. Udalo sie. Moze uda sie moment utrzymac.

Anita chce wiedziec kiedy ona bedzie wiedziala, kim chce byc, gdy dorosnie. Mowie jej, ze to nie jest wazne aby wiedziec w danym momencie, bo czlowiek zawsze poszukuje siebie i zmienia zdanie i ma w dodatku do tego calkowite ludzkie prawo. Sztuka jest by umiec z danej chwili czerpac szczescie i zadowolenie. Raz mozna byc dorosnietym nastolatkiem i cieszyc sie z zaczecia nowej szkoly, innym razem mozna byc babcia-podrozniczka poszukujaca siebie na Karaibach. Czlowiek zawsze dorasta. Uprzytomnilam sobie, ze na farmie w Colts Neck byla z nami moja babcia. Szalona, zawsze szukajaca nowych wrazen, nigdy nie kwestionujaca swych poczynian, zawsze umiejaca sie cieszyc z tego, co przynosila chwila.

Wpadlismy dzis na farme w istnym glodzie zrobienia czegos razem, we czworo. Brakowalo nam tego cale lato. Sa pierwsze jablka, sa brzoskwinie, nektarynki, pomidory, melony, kukurydza, a nade wszystko jest piekne slonce.

Obrazek

:kosmita: trafia od razu na jablka blizniaki. Martha w ogole nie daje sobie przetlumaczyc , ze z bliznakow mozna zrobic pojedyncze jablka, a krazace osy doprowadzaja ja w kilka minut do ciezkiej histerii.

Obrazek

Na brzuchu ma jeszcze slad od ukaszenia osy w Kanadzie, widok lizacych z luboscia fermentujace owoce u stop drzewek przywoluje traume sprzed tygodnia.

Obrazek

Udaje mi sie ja udobruchac stawiajac na jej strazy tate i starsza siostre. Odwaza sie siegnac po owoce i dasam kladziemy kres.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Maly, spocony potarganiec syci sie slodycza i soczystoscia owocow, ale uwaznie rzuca wokol nerwowe spojrzenia kontrolujac obecnosc os.

Obrazek

Przelatujemy przez jablka, rzucamy sie na nektarynki, potem na brzoskwinie.

Nie chce mi sie nic zrywac, :kosmita: robi to calkiem niezle za mnie. Fajnie jest nic nie robic, a miec. :wysmiewa:

Obrazek

Obrazek

Upycham sobie pare soczystych owocow wypelniajac braki w staniku. :smiech: Dzieci sa zachwycone, bo wreszcie moge konkurowac z biustem tatusia. :rolf:

Obrazek


Obrazek

Obrazek

Dziewczyny zaczynaja kwiczec, ze za goraco.

Obrazek

:kosmita: postanawia ratowac od slonca przeswitujaca lysine kapeluszem z... grzyba

Obrazek

Martha chlodzi czaszke zgarniajac wlosy w cebule.

Obrazek

Anita postanawia przetestowac kapelusz z grzyba na wlasnej skorze.

Obrazek

Czas zmykac z patelni i uciekac do chlodu klimatyzowanego samochodu... Jak dobrze oddac sie brzoskwiniowemu lenistwu wsrod pachnacych owocow i skwaru ostatnich dni lata...

Obrazek