| Labor Day weekend w Hunter, NY czyli jak dojechac na ostry dyzur Nasz pierwszy nieudany wyjazd. Chyba z zalozenia troche przeklety. Namiot, camping i nieoswojone niedzwiedzie nie sa kompatybilne z moim pomyslem na wypoczynek. Moj jesienno-depresyjny natroj poglebia sie gdy ostatni kawalek bagazu zostaje upchany w samochodzie. :-( Dziewczyny i tatus sa w swoim zywiole. :? Pocieszam sie, ze cos musialy po nim odziedziczyc, z dwojga zlego zamilowanie do robienia z siebie pierwszych osadnikow nie jest najgorsze. Na miejscu okazuje sie, ze ten ostatni kawalek bagazu nie byl jednak ostatni... Nie mamy garnkow... czyli po rozbiciu namiotu mozna zabrac sie do „rzezbienia w drewnie” ;-) albo jechac do miasteczka na pizze i w poszukiwaniu jakiegos rondla. Wieczorem smazymy kielbaski i robi sie calkiem przyjemnie... gdyby nie niedzwiedzie i doskwierajacy ziab. ![]() ![]() By rozgrzac sie, dziewczyny skacza w namiocie na materacach. Noc jest piorunsko zimna. Polarny spiwor i podwojna warstwa ubran niewiele daja. Budze sie skostniala i okrutnie zla. :twisted: Dziewczynki tez nie maja juz takich blogich min, ale coz... Gorzej bo Martha kuleje. Kuleje i drze sie gdy jej prawa stopa dotyka ziemi. Stopa spuchnieta. Wracamy do domu! Uff, mysle sobie, nareszcie bedzie mi cieplo. :P Ale guzik z petelka. Lodowka turystyczna plata nam okrutnego figla. Akumulator w aucie zdechl. Podstepnie i bez krztyny wspolczucia lodowka pozbawia mnie nadziei na powrot do domu zanim zmarnuje sie reszta ostatniego weekendu lata... Kilka godzin szukamy pomocy. Wreszcie auto jest na chodzie. Wieczorem spedzam z Martha 3 blogie ;-) godziny w cieplej, przytulnej i doskonale znanej nam izbie przyjec w naszym szpitalu. Zlamania prawdopodobnie nie ma. Ale mamy obserwowac noge i unkac ruchu. To drugie zalecenie niemozliwe, ale do zrealizowania z przymknieciem jednego oka. ;-) Remonty i marzenia Wreszcie biore sie za remont w pokoju Marthy. Bratowa twierdzi, ze szaleje, ze chyba mam za duzo energii gdy usiluje jej wyjasnic, ze ja tylko chce usunac Marthaskowe freski ze sciany. Moze i ma racje. Ale ja tak musze. :P Wydaje mi sie, ze jesli pomaluje jej ten glupi pokoj, przykleje do scian motylki i biedronki, nastapi oczyszczenie i nowa era matczynej milosci przelanej na sciany za pomoca pedzla i farby. Nie wazne, ze rece mi odpadaja, oczarowanie na twarzy dziecka dziala jak balsam. Mala ksiezniczka wspina sie na paluszki bosych nog i tanczy nasladujac swoja ulubiona postac z bajki, ksiezniczke Annalise. „Jestem na lace!” - wykrzykuje - „Mama, ubieraj mi sukienke!” W jej malym swiecie istnieje przekonanie, ze tanczyc mozna jedynie w sukienkach... Na moje zywe protesty, ze ja moge tanczyc w szortach, obraza sie smiertelnie. Ale zaraz mija jej zly humor, wywleka plastikowe pantofle ze strusimi piorami i naciska korone na glowe. Rusza w taniec z zamknietymi oczami, wiruje i pewnie czuje sie jak jeden z tych motyli, ktore jej dopiero na sciane przykleilam... Spiewa: „I’m just like you, you’re just like me...” Juz jest gdzies daleko, w swojej wlasnej bajce... "Jasne, ze jest taka jak ja..." :-D - mysle sobie i plawie sie w tym fakcie z nieklamana satysfakcja. Ja tez jako mala dziewczynka zapadalam sie w dzienne marzenia i swiat bajek. Wystarczylo wlaczyc adapter z plyta o Kopciuszku. Odgrywalam role ksiezniczki tchnac zycie w jedna z moich lalek. Zamiast strojow i motyli na scianach mialam biala firanke, ktora czesto zamieniala sie w tren do wyimaginowanej sukni. Srebrne sylwestrowe pantofelki mamy, sekretnie ukryte w szufladzie na dole, zakazany owoc, sluzyly jako kopciuszkowe pantofelki o kilka rozmiarow zbyt duze... ;-) Nikt nie wiedzial o moim swiecie. Martha nie przejmuje sie, nie odczuwa potrzeby chowania sie ze swoimi marzeniami. Otwarta, szalona, postrzelona musi sie „wypowiedziec” do swiata. Anita, podobnie jak ja, zamyka sie w pokoju i ukrywa swoj swiat dziecinnych marzen przed oczami innych. Ale nie ma oporow by przylaczyc sie do plasow mlodszej siostry. Zaczyna sie pokaz baletowy, a mama bije wielkie brawa. ;-) Znowu szkola Z radoscia oczekiwana jeszcze do niedawna, witana jest bez entuzjazmu. :shock: Lato jeszcze sie nie skonczylo mimo, ze z pewnoscia jesien juz je wygnala z polnocy stanu NY gdzie spedzamy nieudany weekend. W naszej poludniowej czesci NJ jest jeszcze upalnie i slonecznie. ![]() „Mamo, ja nie ide do szkoly.” – oswiadcza mi dziecko o swicie, gdy z poczucia winy, ze musze gnac do pracy zamiast isc z nia za reke do szkoly, szykuje ja jak na rewie mody. :shock: Szczeka mi opada na sekunde, ale zaraz potem okazuje sie, ze to byl tylko dowcip dnia. :) ![]() Oprocz szkoly zycie nabiera barw obowiazkow pomieszanych z przyjemnosciami. Szkola polonijna, tance, plastyka... „Bede artystka.” - powtarza po raz setny rozmarzona Anita. Taniec jak i plastyka zdaja sie wciagac ja i rozladowywac. Z kokonu wynuza sie motylek, jeszcze nie calkiem wyrosniety, ale szokujaco piekny. :-D Instruktorka tanca nie moze nachwalic sie jak moje dziecko pieknie porusza sie w takt muzyki. Czuje wzruszenie, radosc i... wstyd. :oops: Tak, wstydze sie, dziecko moje. Za swoje mysli. Za to, ze ten pierwszy raz na tance zawiozla cie nie twoja mama... Za przekonanie, ze mojemu dziecku slon na ucho nadepnal. :twisted: Ze zawsze myslalam, nadto krytycznie, ze poruszasz sie niezgrabnie, troche bez gracji. Czy dlatego, ze kiedys o mnie tak mowiono i poslano na balet by nauczyc wdzieku? Ech, jak moglam! Przeciez bylam kompletnie slepa! Tak mi przykro coreczko, juz nigdy nie pomysle, ze robisz cos gorzej, bo kiedys twoja mama tez robila to gorzej... Mimo, ze ty i ja jestesmy tak podobne. Lata jeszcze nie koniec Ulubiona zabawa dziewczyn jest szalenstwo pilkowe na trawie. Wielkie pilki porywane sa zaraz gdy wracam do domu, jakby moja obecnosc wypychala je na zewnatrz ku radosci dzieci. ![]() ![]() Figle, turlanie sie, skoki z przeszkodami, piski przyprawiaja mnie o zazdrosc... Ja tez tak chce. „Chodz, mama!” – wolaja mnie dzieci jakby rozumiejac o czym mysle. „Zaraz, tylko ugotuje obiad... „ – odpowiadam na przekor sobie. :-x ![]() Moze by tak nad morze? Wrzesniowa plaza jest pusta. Lato przegania intensywny wiatr. ![]() Leze na kocu i patrze w morze, podczas gdy Martha zasypuje mnie piachem, a Anita oddala sie z tata i psem w poszukiwaniu skarbow. Gdy wracaja, rosnie wystawa rybich kregoslupow, skorup krabow podkowowych i muszli. Odnoze kraba ze szczypcami to jeden z cenniejszych okazow. ;-) ![]() Jak dobrze... maly relaks w nicosci plazowej i w wykopanym symbolicznym dolku w piasku pozostawiam moj psychiczny dolek. Wiatr przewiewa reszte chmur i niecheci... Jedzmy sobie do smazalni ryb! Nasypiemy im troche piachu na tarasie! W koncu za tydzien juz koniec wrzesnia. A z koncem wrzesnia jest poczatek pazdziernika. ;) Kazdy poczatek pazdziernika od 3 lat jest dla mnie poczatkiem niezapomnianym. :-D Ten wazny dzien Martha marzy od tygodni o swoim przyjeciu dla przebranych ksiezniczek. Ja marze razem z nia. Marze, ze wszystko sie uda, bo to jej pierwsze powazne przyjecie z goscmi i zabawa. I z prawdziwym tortem. Ostro przygotowujemy sie do imprezy. Dzien przed pieke tort. Pieke, a potem dekoruje. I klne w zywy kamien :evil: , bo to dekorowanie, ktore sobie wymyslilam na Marthaskowe urodzinki jest troche ambitne. Ten twoj tort coreczko przychodzi mi bolesnie jak twoj porod... Ale nic. Moze to tak dla przypomnienia, by nie zapomniec o tym co uszlachetnia. ;-) Warto dla koncowego rezultatu! Nie, nie dla tego, ze koncowy rezultat smaczny. Warto dla... ale o tym zaraz. Rano rozpakowujesz pierwsze prezenty. Z przejeciem. Z fascynacja. Z dobrymi manierami. Slodko brzmi w twoich umazanych jeszcze sniadaniem ustach: „Mamusiu, dziekuje, takie wlasnie chcialam!” Slodko i tak dojrzale na te twoje trzy lata. Patrze jak podekscytowana zaczynasz przygotowania do przyjecia gosci. ![]() Jak kazda, nawet taka nieprawdziwa ;-) , ksiezniczka, postanawiasz najpierw zadbac o siebie. ![]() Suknia, buty, o rany, co jeszcze? Czy zdaze? – zdajesz sie pytac spogladajac w moja strone. O! Jeszcze ostatnia rzecz i jestem gotowa... ;-) ![]() Wszytko inne tez jest juz gotowe. Zaprasza cie swoja urodzinowa odswietna magia w swiat niecodzienny. Biegasz podniecona, zafascynowana balonami, girlandami, dopytujesz sie jak bedzie... ![]() Podczas gdy magia urodzin pochlania cie doszczetnie, twoja siostra przygotowuje drobna niespodzianke na przyjscie gosci. ![]() Gdy rozlega sie dwonek przy drzwiach, wpadasz na mnie prawie krzyczac, „Mama, juz sa!” Sa pierwsi goscie... ![]() Biegasz rozsylajac usmiechy. Dzieci, dorosli patrza na twoje szalenstwo, na twa kreacje urodzinowa, na potargane wlosy z fascynacja. Wjezdza tort. Tak, ten sam, ktory przyprawial mnie wczesniej o chwile zwatpienia w wlasne umiejetnosci. To dla tego zachwytu w oczach, zapatego tchu w polotwartych ustach dziecka bylo warto... ![]() Gdy rozlegaja sie dzwieki urodzinowej piosenki, zastygasz w bezruchu. Tak wazne sa dla mnie twoje urodziny. To uwienczenie trudow, to bajkowa prawda, ze na tym zlym swiecie dobro zwycieza. Nawet jesli na przyjeciu ksiezniczek pojawia sie czarownica... ![]() ![]() Po przyjeciu my, twoje dwie mamy, ktore znamy cala te piekna basn o twoich urodzinach, siadamy szczesliwe na sofie by troche zrelaksowac sie. Mama chrzestna corocznie wzrusza mnie swa przyjaznia i miloscia do dzieci. Zycze ci coreczko w dniu urodzin, by otaczali cie w zyciu tacy jak ona ludzie... ![]() A nastepnego dnia czeka nas nowa, niecodzienna atrakcja.... Parada Pulawskiego czy/or Pulaski Parade? „Mommy, look!” – slysze podekscytowany glos Anity zza sciany przedpokoju. Za glosem wylania sie... krakowianka! Hihi, tak wyszlo choc Krakow nam tylko bliski z wakacyjnych podrozy z dzecinstwa. :-D Nasze warszawskie korzenie juz dawno czerpia z gruntow na wschodnim wybrzezu USA. Grupa taneczna Anity przy polonijnej szkole ma zaszczyt wystapienia na najwiekszej paradzie polonijnej w USA, paradzie Pulaskiego. Jak tam bialo-czerwono! Wszystko jest piekne, co polskie. Piekne dziewczny, sliczne dzieciaki, dobre pomysly, narodowa duma az kipi. I okrzyki dumy po... angielsku. ;-) ![]() Ale zanim wlaczamy sie do parady, wszyscy sa juz zmeczeni... Czekaniem w bocznej ulicy z maluchami przez 5 godzin az przyjdzie nasza kolej. Jak zwykle kuleje polska organizacja. I pare innych rzeczy, ktore przychodza mi na mysl pod wplywem obserwacji i brutalnie narzucaja obietnice, ze chyba juz nigdy wiecej nie chce uczestniczyc w ten sposob w polskosci na emigracji. Chyba, ze... ![]() „Mom,” - pyta powaznie Anita. – „Can we do this every year?” Kiwam glowa, bo przeciez znalazlam sie tu dla niej. Dla jej pierwszopokoleniowej emigranckiej dumy z czegos co jest polskie. Dla tej kolorowej krakowskiej spodnicy. I co jeszcze nowego? Nowy jest Max II. Max I odszedl spokojnie po prawie 2 latach zycia w pokoju Anity. Smutek, cichy pogrzeb gdzie spoczywaja juz chomik i tropikalne zaby i serce otwarte na nowego pupila. :shock: Szybko poszlo. Az mi sie glupio zrobilo. Czy ja je zle wychowuje??? ![]() Nowe sa kiecki lalek moich dzieci, ktore szylam wieczorem w pocie czola, bo miesiac temu nieopatrznie wpadlo mi do glowy, ze przeciez to nic trudnego. :P Zupelnie jak z tym recznie malowanym pokojem Marthy i tortem na urodziny. Pograzam sie coraz mocniej. Ale ta radosc i ten blask zachwytu w oczach.... Warto... ![]() Nowe jest przemadrzale gadulstwo Marthy, jej nieprzebita kreatywnosc slowna i debaty na zyciowe tematy... ;-) ![]() „Mommy, czemu tak robisz?” – pyta widzac mnie jak latam po domu zaczynajac 1000 rzeczy, bo mam swoj plan do wykonania. Martha, nie przeszkadzaj mi teraz, idz sie bawic, mam kupe rzeczy do roboty.” – odpowiadam troche zniecierpliwiona. „Kupe? Kupe bedziesz robic?” Ech ten jezyk polski. Komplikuje mi zycie czasem. Nic to. Jest za to wesolo. Podczas gdy ja realizuje swoje 1000 pomyslow, moje panny maja juz wlasne plany. Przygotowuja sie do tegorocznego Halloween. I wciagaja w swe niecne plany Ferrusa aka Felka, ktory wydaje sie byc rownie podekscytowany. Moze uda sie cos z kucni ukrasc? Martha jak zwykle udaje co sie da mamroczac pod nosem, a Anita preparuje wlasna czarodziejska... miotle! ![]() Nie moge sobie przypomniec, czy jako dziecko zawsze planowalam zycie wokol basni. Ale moze tak jest latwiej i zdrowiej? |
poniedziałek, 10 października 2005
20-te wydanie bez tytulu
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz