niedziela, 9 kwietnia 2006

Odkrycia i oblicza


Marcowe dni sa jak male koraliki z Marthaskowego pudelka, kolorowe, nieuporzadkowane, a za razem zajmujace i pelne nieoczekiwanych odkryc.

 

Dziewczyny przepedzaja zime z zakamarkow domu calkiem radykalnie przynoszac pewnego popoludnia wiosenne kwiatki.  „Mamusiu, mamy dla ciebie niespodzianke, chodz, chodz!” ciagna mnie od drzwi i wywoluja u mnie szeroki usmiech. 

 

Wiosna o wiele ciekawiej i latwiej jest snuc nowe opowiadania, a coz jest lepszym do opowiadan miejscem od kuchennego blatu...

 

Martha wchodzi w faze opowiadan, ktore nieodzownie i w 99% przypadkow zaczynaja sie od „Mama, a pamietas jak ja jutlo bylam...” w zwiazku z czym nastepuje rownie nieodzownie krotka przerwa na korekte umiejscowienia wydarzen we wlasciwym czasie.  Opowiesci snuja sie wokol najrozniejszych tematow. Czesto rzeczywistosc miesza sie w zaskakujacy sposob z fantazja, a mala gadula jest tak przekonywujaca, ze nie jestesmy w stanie autorytatywnie ocenic, w ktorym miejscu jej przygody zaczynaja nadawac sie do bajeczki dla dzieci.

 

Bajeczki, ksiazeczki przeczytane, przerobione kilkakrotnie na rozne wersje sa najlepsza inspiracja do wlasnych przygod albo kompozycji muzyki i choreografii.  Staje sie pierwszym sluchaczem poprzerabianych piosenek z filmow i nagran dla dzieci, a gdy pytam moja mala artystke kim jest, otrzymuje prosta odpowiedz: „I’m just a girl from a village...”  [Jestem prosta dziewczyna ze wsi.] rowniez zapozyczona z jednej z odgrywanych rol.

 

Pomijajac bajkotworstwo, Marthasek, choc w swej skromnosci twierdzi inaczej, jest prawdziwa dama.

 

Uwielbia dbac o siebie.

 

Z fascynacja czesze wlosy starszej siostry oswiadczajac, ze jej „fliziula” tez niebawem bedzie „taka duuga.” Nielatwo jest uchwycic na fotce te sekunde, w ktorej z gracja odrzuca w tyl glowe w przekonaniu, ze jej bujne wlosy opadna ciezko na ramiona i plecy.  Moment bezcenny, na zawsze wpisany w pamiec.  Ten ruch reka poprawiajacy wyimaginowany warkocz, wystudiowany jak po szkole filmowej, te zmruzone oczy, wachlujace rzesy przekonuja mnie, ze moje dzieco, przez te krotka chwile jest kims innym, kims starszym, byc moze swym wcieleniem za kilka lat...  Uch!  Zaczynam sie bac.

 

Z troska nianczy swych podopiecznych.
 
 

 

Zachwyca sie pieknem przyrody.

 

Dba tez o swe maniery podczas rodzinnego posilku w restauracji.  Nie przepusci zadnej okazji by oddac sie eksperymentom majacym na celu nie tylko gruntowne zapoznanie sie z zawartoscia talerza, ale tez przetestowanie jak dalece moze zajsc bez wywolania poirytowania otozenia.  Granice przesuwaja sie z zastraszajaca szybkoscia i sila, po to tylko by za kilka minut wrocic na stare miejsce czyli tam, gdzie mamusi nie rosnie cisnienie.

 

Z gracja pobiera lekcje konnej jazdy.  Na haslo „Kto pierwszy jedzie na koniu?” w stadninie, w ktorej trenuja jej kuzynki, rzuca sie w strone rumaka ochoczo i bez oporow pozostawiajac za soba nie tylko starsze dziewczynki, ale i chlopcow.  Natura, ktora sprzyja wariackim wypadkom skrecenia karku pozwala tej lekko stuknietej trzpiotce na oddanie sie zywiolowi, nawet jesli w oczy wieje wiatr i nos zaczyna zamarzac przy trzeciej rundzie w siodle.  Triumfalne spojrzenie gdzy sciagam ja z konia z radosnym okrzykiem: „I did it, mommy!” sprawia mi nieklamana przyjemnosc. Gdy widze ja kapiaca sie w radosci z dokonanego wyczynu, ogarnia mnie radosc, ze jest tak cudownie otwarta na nowe doswiadczenia i potrafi czerpac z nich pelna geba.  Kazdy dzien przynosi w prezencie nowe odkrycia moich corek.

 

Martha wklada cala swa dusze rowniez w spokojniejsze zajecia, przy ktorych nie grozi skrecenie karku.  Skupienie wyrazajace sie sapaniem i zamaszystoscia ruchow latwo zaobserowac zwlaszcza gdy materialem jest smierdzaca obrzydliwie masa o dzwiecznej nazwie FLOAM.  Spod jej malych dloni wychodza placki, torty, ciastka i... weze grzechotniki. 

 

Gdy uroda tego wymaga, porafi zrelaksowac sie horyzontalnie.  Kocha poduchy, mamine lozko, salonowa sofe, byle tylko zawiesic na mamie jedna ze swych nog i oddac sie relaksujacemu „mizianiu” w stopki.  Mizianie musi koniecznie przejsc w dmuchanie, bzykanie i pyrkanie z pluciem w gola konczyne, koniecznie do fazy histerycznego smiechu, koniecznie miedzy malymi palcami.  Gdy ta smieszna histeria siega zenitu, mala dama krzyczy „dosc!” by za sekunde pchac pod nos mamie swojego zaplutego smierdzielka i znow krzyczec „jeszcze!”  Jak kazda kobieta, ta tez zmienna jest.

 

A co podczas tych damskich zajec robi jej starsza siostra?

 

Wchodzi w etap przednastoletni.

 

Co oznacza etap przednastoletni?  Wlasnie zaczynam z pewna obawa go odkrywac. Nie wszystko jeszcze pojmuje, ale widac tak ma juz byc, ze odkryc dokonuje stopniowo.

 

Sa jego dobre strony, jak te wyzej wymienione wiosenne kwiatki.

 

Sa tez napady glupawki, gdy matka blaga o ladny usmiech do aparatu, albo w ogole o pokazanie twarzy.  Upartosc to dobra cecha, ale trudna do przelkniecia dal innych.  W okresie przednastoletnim bliskosc mamy spada w skali ratingow na nizsze poziomy.  Pojawia sie niezaleznosc.  Przekonanie, ze plec slaba jest mocniejsza od brzydkiej (hehe, moja krew!). Jedynym i specjalnym, choc czesto traktowanym z poblazliwoscia, osobnikiem plci brzydkiej jest tatus.  Tatus ma wzgledy, bo potrafi ciekawie zorganizowac czas.  Tatus ma wzgledy, bo jest zakochany po uszy w corakch. Tatus ma wzgledy, bo kupil prawdziwa wedke i skompletowal sprzet corce z zamiarem wypuszczenia sie na calodzienna wycieczke dla moczykijow-hobbystow.

 

Etap przednastoletni to tez ucieczki w samotnosc, w balagan, ktorego potrzebe zrozumiec moze jedynie futrzany przyjaciel.  „Mizianie” po nozce nie jest juz niestety porzadane, za to drapanie za uchem i oblizywanie nosa jest kompletnie na topie.

 

Etap przednastoletni oznacza eksperymenty i odkrycia.  Jajko, z ktorego wykluwa sie roslina?  Czemu nie?  Nie takie gadzety przynosi do domu tata.  Gdy z jajka rzeczywiscie wykluwa sie spasiona roslina, ktora wygladem przypomina bardziej dinozaura, nabieram szacunku do zwariowanch pomyslow mojego dziecka.  W koncu za moich czasow takich cudow nie bylo.

 

Wiek przednastoletni to rowniez czas na humory.  Humory z rana, humory w poludnie, humory wieczorem. Powoli zaczynam akceptowac fakt, ze slowo „humory” w okresie nastoletnim zamieni sie w „hormony.” Ale na wszelki wypadek wole o tym teraz za dlugo nie myslec.

 

Oddanie sie sztuce przywraca terapeutycznie rownowage emocjonalna. Gdy spod sprawnej reki wykluwa sie maly slon i osmiornica, usmiech wraca na buzie przednastolatki.

 

Sa marzenia, potrzebe ktorych spelnienia, nieoczekiwanie dla samej siebie zaczynam odczuwac rownie silnie jak sama marzycielka.  Intuicja podpowiada mi, ze to marzenie spelnic trzeba, bo kazdy na tym skorzysta.

 

Ruszamy wiec docelowo do Wielkiego Miasta.  Moje male amerykanskie dziewczyny odwykly od widoku wielkiego swiata bedac hodowane w cieplarnianych warunkach amerykanskiej wsi.  Martha chyba ma racje, ze jest zwykla wiejska dziewczyna.  Obie wydaja sie przytloczone widokiem Times Square.

 

Pierwszy przystanek to Friends 2B Made czyli fabryka szmacianych lalek.  Martha wybiera lalke ze sniada skora, brazowymi oczami i wlosami z blond wloczki.  „She’s just like me!” wola podekscytowana. 


 

A potem nastepuje dluga cisza, podczas ktorej jej nowa przyjaciolka zostaje napelniona puchem za pomoca warczacej machiny, otrzymuje serce i glos, ktory mowi „I’m so happy you’re my new best friend!” i wyznaje jej milosc od pierwszego wejrzenia. 

 

Nowa przyjaciolka musi jeszcze przejsc pare tortur (w ramach wystawienia ba probe przyjazni) w salonie pieknosci.

 

Podczas gdy trzylatka i przednastolatka znecaja sie nad sloneczna pieknoscia, decyduje sie podstawic do kolejki.  Nie musze dlugo czekac na rezultaty poczynan moich bardzo opiekunczych dzieci.

 

Sara, pozniej przezwana rowniez Ashley, otrzymuje garderobe, ktora dzielnie pomaga nakladac jedyny godny tej roli mezczyzna.
 

 
Przytulona do Marthaskowego serca, Sara opuszcza fabryke, by za chwile poznac swa kolezanke, obiekt marzen Anity.  Gdy Anita dopada swa wymarzona lalke, tata szturcha mnie szepczac: „Zobacz jakie totalne skupienie.  Zaniemowilo nam dziecko z wrazenia.”  Ogolnie malomowna Anita jest w transie.  Nie widzi rojacych sie wokol niej dziewczynek przesuwajacych sie z ich lalkami.  Nie slyszy rodzicow zadajacych pytania nie zauwaza napastliwej mlodszej siostry.  Dla niej ta chwila to JEJ pierwsza chwila z nowa przyjaciolka.  Amerykanska dziewczynka taka jak ona.  Przednastolatka, ktora lubi konie i psy, ktora wyglada zupelnie jak Anita.  I ktora nigdy nie obraza sie, nie krytykuje, nie ocenia.

 

Opuszczamy sklep i robimy to, co wszystkie nowe male posiadaczki lalek z tej serii: pstrykamy obwiesne zdjecie przed wystawa.  Martha, Sara, Anita i Amanda.  Nowe przyjaciolki od serca.

 

Gdy wracamy do domu, mala ksiazeczka Amandy, zapelniona jest juz do polowy informacjami.  Pytam Anite jaka jest jej nowa przyjaciolka i dowiaduje sie: „She is just like me, mommy!”  Uwielbia lody o smaku mango, jej ulubionym przedmiotem w szkole jest przerwa (to zart, bo jest tez zabawna), gdy ma do wyboru morze, jezioro i basen, wskoczy do basenu, bo jest ostrozna, ma kilka wspanialych przyjaciol.  Przez zapiski przewijaja sie poczucie humoru, madrosc zyciowa i szczerosc.  Ksiazeczka staje sie dla mnie przekaznikiem wiedzy o wlasnej corke, o tym, co lubi, czego sie obawia, o czym marzy.  Kazdego dnia przybywa w niej zapisow, a ja chcetnie slucham co nowego Anita odkryla w swej nowej przyjaciolce cieszac sie, ze mam wglad w przednastoletnia dusze wlasnej, ostatnio malomownej corki.
 

Jane Achilles napisala kiedys, „Madrzy rodzice wiecej ucza sie od swej corki niz ona uczy sie od nich.”

 

Odkrywamy te prawde w podwojnej dawce wierzac, ze lekcje nie pojda na marne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz