| Corki rosna zbyt szybko. Nieublagany czas wyciska pietno na nas, rodzicach, w postaci nowych zmarszczek i siwych wlosow, podczas gdy one pieknieja, ciesza oczy swoja mlodoscia. Dopiero rok temu spedzalismy cudowne wakacje w Polnocnej Karolinie[/url], ruszajac w droge nieznana, planujac, ze kiedys tam jeszcze powrocimy, a tu znow nastaje wyczekiwana przerwa wielkanocna. Dzieci stawiaja nas przed propozycja nie do odrzucenia: najpierw pomalujemy jajka, a potem koniecznie, jeszcze raz jedziemy do drewnianej willi na wyspie Hatteras.Jajka sa wazne. Ich kolory tez. Kolorami dzieci wyrazaja swoja aprobate lub dezaprobate, kolorami komunikuja radosc lub smutek. Przez kolory daja nam do zrozumienia, ze niektorych waznych spraw nie mozna zlatwiac w pospiechu. Przepychanki z jajkami w kuchni sa w swym rodzaju urocze. Szczebiot dziewczynek o kolorach uswiadamia nam, ze Martha wreszcie nie myli ich nazw. Rok temu wszystko bylo „niebieskie” a teraz bezblednie opisuje i porownuje odcienie jajek jak w teczy. Wazne sa babskie sprawy. Fatalszki. Oprocz koszykow, ktore przechodza szczegolna inspekcje, wymiane zawartosci na zdaniem dziewczat bardziej odpowiednia (wiecej kielbasek!), takie same spodnice od cioci Doroci, sweterki od mamy i koniecznie ukochane pluszowe krole staja sie czescia duetu maszerujacego z duma do kosciola by tradycji stalo sie zadosc. Gdy po 20 minutowym poswieceniu pokarmow w naszym wielonarodowym kosciele dzieciaki dopadaja do swych koszykow, widze porozumiewawcza wymiane spojrzen i szturchniec. Udaje, ze nie wiem o co chodzi, ale radosnie stwierdzam, ze dzieciaki chyba w genach maja przkazana niepisana rodzinna tradycje, bo nie dochodzimy jeszcze do samochodu, gdy z koszykow znikaja kielabasa i chleb. Znikaja w dziwnie przepastnych japkach duetu. Ja i moje rodzenstwo „czyscilismy” swieconke w ten sam sposob mimo protestow dziadkow i rodzicow. Duet robi sie niecierpliwy, bo wyjazd za pasem. Ruszamy noca, by rano przebudzic sie na sniadanie w Wirginii w tym samym co w zeszlym roku pachnacym syropem klonowym najlepszym pod sloncem zdaniem duetu miejscem na „pancakes” czyli placki. Potem maly spacer z Felicjuszem i dalej w droge. Gdy dojezdzamy na miejsce wszystko wyglada jakby zatrzymalo sie w czasie wraz z naszym wyjazdem w zeszlym roku. Wpadamy do willi, wywalamy bagaze i biegiem ruszamy na dach by powdychac morskie powietrze. Wazne sa bose stopy, bo to oznacza, ze a) mama nie bedzie krzyczec za brudne skarpety; b) nastal luz; i c) jest wiosna pelna geba! Moj najmilszy duet juz nie moze doczekac sie spaceru na plaze. Dopadaja drewnianego pomostu z dzikim okrzykiem, buty wylatuja w powietrze, male nozki fruwaja w gore by uderzyc za chwile ciepla powierzchnie rozgrzanego sloncem piachu. Na plazy oczywiscie najwazniejsze jest rycie w piachu. Kazdego dnia spedzamy na plazy sporo czasu nic nie robiac tylko wlasnie ryjac. Ryje duet, ryje Felek, ryje tata i ryje mama. Piach ma te wyjatkowa wlasciwosc, ze przyciaga swa tajemniczoscia, swa mialkoscia, elastycznoscia jesli chodzi o wilgotnosc i temperature. Wkrotce piachu mamy wszedzie pelno. Jest nam z piachem wyjatkowo tego roku dobrze. Duet rozni sie nieco jesli chodzi o zabawe na plazy. Najmniejsza ryjowka gromadzi kamienie i muszelki kladac nacisk na ilosc. Starsza ryjowka wyszukuje najbardziej unikalnych eksponatow, majac juz wyrobiony i wyrafinowany smak. Powroty z plazy koncza sie zbieraniem tego dorobku do wiaderka, by potem dolozyc do ogromnej reklamowki pelnej znalezisk. Z plazy wpadamy wszyscy do domu by cos przekasic, a potem wskoczyc do jacuzzi na tarasie. Dieciaki mocza sie w cieplej wodzie godzinami, nurkujac, polewajac sie woda, kapiac lalki, klocac sie o miejsce przy natryskach. Sledze poczynania Marthy z konewka. Zafascynowana nie po raz pierwszy strumieniami wody eksperymentuje lapiac malymi raczkami to, czego nie da sie zlapac. Nieuchwytne stumyki wody przeciekaja przez palce tak szybko jak mi sprzed nosa umyka Marthaskowa malenkosc. Postanawiamy troche poplatac sie po wyspie i zobaczyc co nowego slychac na starych smieciach. W porcie zjadamy lancz w towarzystwie rzadkich grubasow. Udaja siedzac na palach, ze nas nie widza, ale my dobrze wiemy, ze czekaja na nasze swieze rybki. Tata wpada na pomysl, by spedzic czas nie tylko na zarciu i wloczedze, ale tez na sporcie. Na haslo kto pierwszy plynie z nim kajakiem, z duetu wyrywa sie ta najmniej oczekiwana chetna. Potem juz wszyscy probuja swoich sil z wioslami. A po wioslowaniu, ruszamy sie na poszukiwanie skarbow, bo zatoka az kusi swym bogactwem. Wylawiajac kawalki raf koralowych i muszli, napotykamy pana kraba, ktory wcale nie jest zainteresowany ucieczka. Postanawiamy tez ruszyc nad rzeke aligatorow. Nie udaje nam sie aligatorow zobaczyc, ale odkrywamy piekno nadmorskiej przyrody idac na dluga wycieczke po szlaku wdluz rzeki, ktora wpada do zatoki. Zolwie, narybek, weze wodne zachwycaja dzieciaki w nieskonczonosc. Czeste podroze samochodem daja nam mozliwosc odkrycia i poszerzenia repertualu muzycznego duetu. Ze zdziwieniem slucham jak Anita spiewa wszytkie najnowsze hity z Radio Disney, a Martha dzielnie jej towarzyszy. Wkrotce i ja znam ulubione piosenki dziewczat, najnowsze plotki o artystach, opinie o chlopcach z filmu „Highschool Musical,” z ktorego sciezki dzwiekowe towarzysza nam przy kazdej wycieczce. Duet dedykuje spora czesc wieczornego czasu na tworczosc artystyczna. Marthasek jak zwykle nie daje sie przekonac, ze na stole sie nie siedzi. Nawet argument, ze na cudzym stole tym bardziej nie wypada siedziec, nie przemawia do dziecka. Wszystkie tworcze chwile uwiecznione przez nas ostatnio przedstawiaja Marthaska w akcji na stole nie przy stole. Moze wyrosnie z tego tak samo jak wyrosla z nieodrozniania kolorow i malego drewnianego krzeselka do karmienia. Gdy duecik chrapie, w tym roku juz na niezlaczonych lozkach, co odbieramy jako wyzszy stopien niezaleznosci, wychodzimy na dach ogladac zachody slonca. Wazne sprawy wylatuja z glow, zostaje tylko relaksujacy swa muzyka szum oceanu i czerwone wino. Czas ucieka nieublaganie, ostatnie wieczorne spacery nad zatoka nasycaja nas wspomnieniami na caly rok. Wiemy, ze co roku bedziemy tu wracac. Bo tutaj wszystkie nasze wazne sprawy nabieraja innych kolorow. Powrot do domu laczy sie z zalem za miejscem, ktore raz do roku daje nam mozliwosc bycia ze soba w sposob najbardziej zrelaksowany, otwarty na przygode i odkrycia wszystkiego tego, co przegapiamy u siebie zabiegani na co dzien. Ale w domu czekaja na nas inne wazne sprawy. Martha mimo dumnie noszonej koszulki „Daddy’s girl” kompletnie zaprzecza przeslaniu wydrukowanemu na rozowosciach i z upartoscia twierdzi, ze jest „Mommy’s girl” jakkolwiek „princess in every way” przypada jej szczegolnie do gustu. Wazna sprawa jest pojawienie sie w naszym domu babci. Babcia jest rzadkim gosciem, bo najczesciej mieszka w Polsce. ;-) Dziewczynki tak przezywaja jej przyjazd, ze wyciagaja z zakamarkow domu wszystkie kiedykolwiek otrzymane od niej prezenty. Widze wszedzie lalki, kolekcje Martynek, ukladanki. Babcia przywozi wiecej lalek, ksiazeczek, usmiechow i cieplych przytulen, ktorych dziewczynkom bardzo brakuje w babcinym wydaniu na co dzien. Kolo babci sa radosne, czuja sie dodatkowo kochane, obdarzone szczodrzej, choc tylko chwilowo. Babcia rusza do drugiego waznego duetu, ich siostr ciotecznych, a my ruszamy na majowke po lesie. Moge sobie spokojnie rozmyslac, gdy dziewczyny piastujac w objeciach nowe lale wyglaszaja swoje przechwalki na temat zmieniania pieluch dzieciom. Na wspomnienie pieluch robi mi sie troche smutno. Nigdy juz pieluch u mnie w domu nie bedzie, chyba ze wnuczat. Dwie moje nieco starsze kolezanki wlasnie zostaly wczesnie babciami. Przerazone niespodziewanym obrotem spraw zalamuja rece z powodu wczesnego ojcostwa wlasnych synow. Zastanawiam sie jaka bede babcia... Na sile nowoczesna? Czy babcia-tradycjonalistka? Niezalezna i wygodna? Daleka czy bliska? Jak widza swoje babcie moje dziewczynki? Kochaja je. Mowia, ze bardzo. Ale czy je dobrze znaja? Nie pytam, bo chyba nie ma dla nich to wiekszego znaczenia. Jak dobrze, ze dzieci potrafia slizgac sie tak po powierzchni uczuc jak po zjezdzalni. Rozlaki tak wtedy nie bola. Babcie sa obie na raz u nas w goscinie z powodu jednej waznej sprawy. Bohaterka tego dnia gleboko przezywa powage wydarzenia szokujac nas swa dojrzaloscia i podobienstwem do innej malej dziewczynki, ktora przezywala podobne wzruszenia 27 lat wczesniej. Wyciagam swoje stare zdjecie i widze na pozolklej fotografii taka sama mine... Mala dziewczynka w bieli wyglada czysto i niecodziennie w tym szczegolnym dla calej naszej rodziny dniu. Dzieki temu dniu rodzina z daleka i z bliska jednoczy sie przy jednym wspolnym stole. Prawie nikogo z bliskich nam nie brakuje. Jest tak dobrze. Nic nie ma tego dnia wiekszej wagi dla nas, rodzicow. Nastepna biala suknie Anita wlozy juz na dorosla okazje... Chyba bez tuzina chustek do nosa nie wyrobie wtedy... Szkoda, ze nie kazdy potrafi spojrzec na nasz duet z taka miloscia i radoscia, z jaka spogladamy na nie my, rodzice... nasze bogactwo... Nasze wazne sprawy tego dnia maja kolor bieli. A najnowsze nasze wazne sprawy, czyli wczorajszy Dzien Matki, maja zapach pomaranczowych gozdzikow, smak czekoladek Godiva, i sa w bialo-czerwone kropki. Rano w pizamach wpadaja do mojej lazienki dwa niedzielne ranne ptaszki. Z tobami w rekach. Dostaje czekoladki. Od obu inne. Po czym dostaje prztyczka w nos za lakomstwo, bo Martha ku zgorszeniu Anity odbiera mi prezent i oswiadcza, ze moge sobie z trebki wziac batonik, a ona zabiera pudelko z czekoladkami dla siebie. Bo jeszcze takiego nie ma. Tak calkiem powaznie. Probuje wynegocjowac zamiane, bo batonik jest z bialej czekolady, za ktora nie przepadam. Odnosze porazke oslodzona kwiatami, laurkami, wyrazami milosci. Dowiaduje sie, ze jestem bardzo madra, bo znam tabliczke mnozenia, dobrze pieke i potrafie nawet robic bizuterie! Zaskakujace za co dzieci potrafia kochac rodzicow. Ruszamy do Pensylwanii gdzie mamy jeszcze jedna wazna sprawe: wystep dziewczynek z ich zespolem tanecznym w konkursie szkol polonijnych ze Wschodniego Wybrzeza. Dziewczyny odbebniaja taka polke w czerwone kropki, ze otrzymuja stojace owacje widowni. Pekam z dumy. One tez. Bo wazna sprawa w kolorach bialo-czerwonych daje nam mase rodzinnej radosci. Poruszone sukcesem do konca dnia odmawiaja zerwania z glow chustek w kropki. Niezly z nich duet, co? |
poniedziałek, 15 maja 2006
Wazne sprawy
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz