| Polskie morze i jeziora Dziewczyny ruszaja z tata do Polski. Bez mamy, bez psa i bez oporow. Doskonale przystosowuja sie do nowych sytuacji, szokuja nas swoja elastycznoscia i zachwytem nad wszystkim co nowe i nieznajome.Polskie morze zachwyca ich piachem i nadzieja na bursztyny. Niestety pogoda nie dopisuje, jest zimno i chwilami polewa. Udaje sie jednak zaliczyc plaze, statek, dobre smazone ryby i wiele inych atrakcji. Znad morza towarzystwo rusza na Mazury z nadzieja zaliczenia splywu kajakowego Kurtynia. Niestety znow w droge wchodzi brak pogody. Dziewczyny wypelniaja sobie czas wloczega z tata po urokliwych polskich nizinach i zbieraniem ogromnej ilosci slimakow. Regularnie dostaje doniesienia telefoniczne, ze sukcesywnie rodzina powieksza sie o 30 osobnikow. ;-) Warszawa na krotko Towarzystwo rozhulane i brudne melduje sie na chwile w stolicy. Walizy przepakowane, sprzet turystyczny zdeponowany w piwnicy wuja, auto po brzegi wypchane wszystkim, co moze przydac sie na wsi i w gorach. Jest jednak chwila by na Starowce zaliczyc lody w ulubionej lodziarni. Gory Swietokrzyskie Dzieciki spedzaja leniwy tydzien u prababci, bestrosko brykajac miedzy konmi, krowami, psem na lancuchu, ktory slucha ich jak wlasne panie oraz golebiami pocztowymi. Wlos rozwiany jako, ze same nie dbaja, tata udaje, ze nie umie, babcia z Kanady nie ma pojecia, a matki brak. ;-) Dobijam do nich po 2 tygodniach ich szczesliwej beztroski, steskniona i niechetna by wprowadzac jakakolwiek dyscypline. Odkrywam, ze zgroza, ze kobiety w rodzinie dopuscily sie paru niecnych czynow. ;-P Martha laduje paluch w kostke masla i z luboscia oblizuje te mase tluszczu jak najlepszy przysmak oswiadczajac mi, ze w domu tez bedzie je tak wlasnie jadla, a juz najlepiej to na bialej bulce. Wcina tez rzeczy, ktore sa w domu zakazane. Anita podpasiona klepie sie po sterczacym brzuchu i stwierdza, ze zapisze sie na silownie z tata i mama, ale... po powrocie z wakacji. Fajnie jest. Tymczasowo. :-D Generalnie, gdziekolwiek sie nie udajemy, zarcie jest nieziemskie, a apetyty smocze. Czasem mi wstyd, bo dzieci wygladaja, jakby w Ameryce chleba z maslem im brakowalo. ;-P Zaleglosci kajakowe nadrabiamy w Pinczowie. Od babci, tluczemy sie po waskich drozkach, waskim autem, poszerzajac horyzonty myslowe mlodego pokolenia. Wakacje jak te to super lekcja historii dla nas wszystkich. I lekcja pokory. I lekcja jezyka. Same plusy. Kopalnia, Mickiewicz i skarbonka Wyruszamy do Krakowa na spotkanie z FM-kami. Zanim jednak doceiramy tam, ladujemy w kopani soli w Bochni. Dziewczyny przylapane na organoleptycznym poznawaniu soli kamiennej na scianach kopani bezwstydnie szczerza zeby. Sluchaja tez uwaznie opowiadan przewodnika podstawiajac glowy pod kapiace krople solanki, by jak opowiesc glosi, zdobyc w przyszlosci nagrody Nobla. ;-D Krakow jest piekny. Cwalujemy pod pomnik Mickiewicza by na krotko spotkac sie z Michalem, Anity przyjacielem z USA, ktory spedza wakacje u babci w Krakowie. Dzieciaki okupuja bezczelnie pomnik, a mi przypominaja sie stare czasy, kiedy uczyli nas szacunku do staregow ieszcza. Mam wyrzuty sumienia, sciagam te pseudo-golebie z pomnika i gnamy na pizze. Krotko potem znow gnamy na rynek. Tym razem pod skarbonke. Spedzamy przemily wieczor z krakowskimi FM-kami. Mama, ten Smok Wawelski to rip-off! Tak zdegustowana Anita orzeka na koniec wycieczki po Wawelu. :x Jest mi wstyd za nia, bo to takie niepatriotyczne stwierdzenie. Dziecko, szczere do bolu dodam, spodziewalo sie giganta w stylu dinozaura z amerykanskiego muzeum, a tu calkiem zgrabna metalowa figurka smoka nie dorosla do jej wygorowanych wyobrazen. Oliwy do ognia dodaje fakt, ze smok zieje na zamowienie, ale tak krotko, ze nie ma sznas na pstrykniecie przyzwoitego zdjecia. A do tego tloczno, wszyscy sie gapia, chyba nie wypada sie wdrapac. ;-) Martha natomiast jest zachwycona i z innymi jak ona nieokrzesanymi turystami wspina sie na podium. 8) Czestochowskie przyjemnosci Gubimy sie. Ciagle i bez sensu. Nie ma znakow, albo sa znaki zbedne. Takie jak "uwaga koleiny". Albo takie jak "uwaga wypadki". A panowie od napraw drog stoja i gapia sie z zaduma w niebo. Dziewczyny pokazuja ich palcami zdziwione, ze stoja i nie pracuja, a drogi pozamykane. Czestochowa wita nas jednak przyjaznie. Docieramy na Jasna Gore i przepadamy w morzu ludzi rzadko znajdujac kawalek ziemi tylko dla siebie. Tylko Martha zdaje sie nie wyczuwac jeszcze magii tego miejsca. Biega podniecona ze swoim przyjacielem Beagle jakby byla na kolejnym placu zabaw... A potem znow gubimy sie. Juz z wlasnej winy. Za to gy docieramy na miejsce czestochowskiego spotkania, otwiera sie przed nami raj na ziemi. Raj z aniolami wzrostu od pol metra do dwoch. Wieczor przy kielbaskach i lakociach jest niesamowity. Dzdzystym rankiem, o bladym dosc swicie, po ogrodzie rusza radosnie kapela. Widok nie do pobicia, ale cieszymy sie, ze okna nie przepuszczaja dzwieku, bo porykiwanie jest frapujace. Odjezdzamy z ogromnym zalem. Dzieczyny sa zachwycone. Obdarowane rozami przez malego mezczyzne, czuja sie jak prawdziwe kobiety. To nic, ze tak nieromantycznie na buziach prezentuja okruchy przylepione na maslo. Ruszamy Szlakiem Orlich Gniazd i zaliczamy ciekawe miejsca. Dziewczyny wyobrazaja sobie dawne czasy, podczas gdy ja i kosmita oddychamy z ulga, ze nie zyjemy w tamtych okrutnych czasach. Dzieciaki maja ochote na spedzenie wieczoru z duchami w ruinach zamku w Ogrodziencu, ale przed nami jeszcze daleka droga. Zaliczamy kilka ruin i skansenow w drodze do Zakopanego. Zakopianskie chmury Oprocz nich niestety niewiele udaje nam sie zobaczyc w Tatrach. Ba! Tatr w ogole nie widac. Przez wszystkie dni pobytu leje jak z cebra. Udaje nam sie wykrasc na wycieczke w Dolinie Koscieliskiej. Ale wracamy przemoczeni do cna. Pelni wrazen jakie przysparza nam spacer wsrod mokrych kamieni i ziol gorskich. Wracam do tych zapachow w myslach. To zapachy z najszczesliwszych chwil mojego dziecinstwa. Za to Krupowki otwieraja przed nami przytulne knajpki z dobrym jadlem. I dostepem do techniki jakiego brak wszedzie indziej. Jest man bardzo dobrze mimo deszczu. A wieczorami zazywamy rozrywek u gazdziny. Najbardziej szaleja ci, ktorzy miodu pitnego nawet nie powachali. Warszawo witaj na dluzej Siegamy ostatniego etapu naszych wojazy. Wracamy do korzeni. Warszawa jest tym miejscem dla nas, doroslych, gdzie czujemy sie prawie jak w domu. Poza tym, ze jednak wciaz w Polsce czujemy sie turystami. Wpadamy tu i owdzie, radujac oczy zakatkami z dziecinstwa, odkrywajac jak wiele sie zmienilo. Dla Anity niektore miejsca sa juz znajome, dla Marthy wszystko wyglada jak nowe. Nie pamieta nic z poprzedniego pobytu gdy miala ledwie dwa lata. Spotkania z przyjaciolmi i z rodzina sa zbyt krotkie. Czujemy niedosyt. Ale czujemy tez dume. Dziewczyny maja szanse dowiedziec sie z jak pieknego swiata pochodzimy. Radosnie planuja juz nastepne lato w Polsce. Ukradkiem slimacze sie gdzies miedzy Rynkiem, a Barbakanem, na mysl o powrocie do domu. Rozerwana, nienasycona, a jednoczesnie przejedzona i przegrzana, chcialabym miec to przyslowiowe ciacho i jednoczesnie pozrec je. Dzieciom dac to, czego sama nie mialam. I cieszysc sie zastepczo ich wrazeniami, przyjmujac, ze podobnie odczuwalabym taka sama radosc z zycia jak one. Jest tak, jak powinno byc w zyciu. Niebawem wrocimy w te piekne miejsca starsi i z nowymi oczekiwaniami. A dzieci spytane, co im najbardziej smakowalo w Polsce znow zgodnie krzykna: MASLO I BULKA! |
piątek, 7 września 2007
Migawki z ziemi ojcow
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz