wtorek, 15 stycznia 2008

Koniec i poczatek

Dlaczego grudzien jest jakis taki obrzydliwie dlugi w tym roku? Jedni czekaja na magiczny gwiazdkowy czas marzac by sie nigdy nie skonczyl, inni czekaja, by wreszcie nadszedl nowy rok, nowy poczatek... Zdecydowanie naleze do tych ostatnich. Czas oczekiwania, pewnie zeby nam nie bylo zbyt nudno, wypelniaja nam choroby. Jakas resztka sil nie dajemy sie zbic z tropu. Tradycje rodzinne pozwalaja nam utrzymac jako taki porzadek wsrod balaganu jaki chorobowa "rozrywka" wnosi do ruchliwego okresu przedswiatecznego.

Nie moge uwierzyc, ze tego roku stuka nam okragla rocznica. Dziesieciolecie matkowania, ojcowania i dorastania... Anita, ta krucha i niesmiala dziewczynka, powoli rozkwita, rozblyskuje, uczy sie zycia. Jest nadal niesmiala, zamknieta w sobie, ale ma wspaniale poczucie humoru, inteligencje i ciety jezyk, chociaz najczesciej tam, gdzie nie potrzeba. :DDD Bardzo sie z tego ciesze, bo to doskonala umiejetnosc na przyszle lata pod warunkiem ze uzywana ze spora doza asertywnosci i taktu. Nadal uwielbia jamniki i lepiej, zdaje sie, dogaduje sie z psami niz ludzmi. Przypomina pod tym wzgledem jednego ze swych dziadkow. Jest ciepla i radosna, ale gdy tylko cos idzie nie po jej mysli, potrafi sie zaskorupic jak pancernik i nadac jak indor. Czesto zastanawiam sie jak spoglada na swoje dziecinstwo, jak widzi sama siebie i czy jest szczesliwa w swej skorze.

Urodziny wyprawiamy w miejscu, gdzie dwa lata temu byla swietna zabawa, w Club Libby Lu. Dziewczeta sa starsze, bagaz doswiadczen wiekszy, a co za tym idzie, oczekiwania wyzsze. Niestety, jak to w zyciu bywa, rozczarowania przychodza z najmniej oczekiwanych powodow. Juz na samym poczatku okazuje sie, ze w Club Libby Lu brak lsniacych spinek do wlosow z rozowymi treskami. Klapa wiec, bo nie mozna sobie zafundowac fryzur jakie solenizantka wybrala dla kolezanek na imreze. Na szczescie jest wiecej opcji uczesan i wkrotce dziewczyny poddaja sie kolejno i cierpliwie zabiegom upiekszajacym. Anita bolesnie odkrywa, ze zeby byc pieknym, trzeba sie czasem nacierpiec. ;-)


Gdy juz dziewczeta sa uczesane, oblane woda toaletowa i obsypane brokatem co sprawia, ze zaczynaja czuc sie jak gwiazdy, biegna wybrac sobie po pluszowej maskotce. Miekkie kociaki i psiaki az prosza sie by je przygarnac, przytulic, ubrac, zalozyc obroze i bezpiecznie umiescic w specjalnej torbie, w ktorej udadza sie z nowymi wlascicielkami do ich domow.

Potem jest zabawa. Ale wszyskie panny sa troche zmeczone, troche oniesmielene, zamiast tanczyc staja zagapione ogladajac jak prowadzace dziewczyny wyglupiaja sie specjalnie dla nich. No coz, tak tez mozna, prawda?

Otoz okazuje sie, ze nie! Na koniec zabawy jedna z prowadzacych nastolatek dzieli sie niepochlebna uwaga na temat Anity gosci ze swoja kolezanka na tyle glosno, ze dziewczynki wszystko slysza. Oblewa mnie goraca zlosc. Ide do kierowniczki. Mimo, ze zostajemy zalatwione z ogromna uwaga i przeproszone, mimo, ze dziewczynki dodatkowo dostaja po piec drobiazgow kosmetycznych, pozostaje niesmak. Jest mi strasznie szkoda, ze akurat w te specjalne 10-te urodziny cos takiego robi szczerbe we wspomnieniach.

Zabieramy dziewczyny na pizze i tort. Nastroje przy pizzy poprawiaja sie, a na widok tortu-niespodzianki nikt juz nie pamieta incydentu w klubie.

Dziewczyny dostrzegaja male dekoracyjne brazowe kulki, ktore z zamierzenia mialy tworzyc wianek wokol tortu, ale... no wlasnie, ale zabraklo mi cierpliwosci. :DDD Rozchichotane panny orzekaja, ze one koniecznie chca kawalki z psimi bobkami. :D

Nastepnego dnia trzeba wyprobowac urodzinowy prezent. Pech! Za oknem leje jak z cebra. Ani odrobiny sniegu, za to sciana deszczu. Jazda z motorem napedowym po domu nie wchodzi w rachube. :?

Martwimy sie, ze nic nie bedzie z corocznej tradycji scinania bozonarodzeniowego drzewka na farmie, ale po kilku godzinach ulewy decydujemy sie ruszyc w droge. Nie ma na co czekac, deszcz, nie deszcz, pozniej nie bedzie kiedy.

Momentalnie znajdujemy te nasza mala w tym roku, ale idealna choinke.

Ozdobiona w czekoladowo-zloto-kremowe dekoracje jest w tym roku inna. Brak na niej corocznej mieszaniny pamiatkowych bombek, ktore kazdego roku do tej pory dziewczynki dostawaly na swieta. W tym roku tylko jedna mala dekoracja - podswietlane zimowe miasteczko - przypomina nam o kims drogim, kto pierwszy raz nie bedzie z nami spedzal swiat.

Uciekamy na swieta do Kanady. Jak zwykle o tej porze roku, u nas nie mozemy liczyc na snieg. W Kanadzie bialo. Ale przywozimy ze soba ulewe deszczowa! Nici z tarzania sie po sniegu. Pozostaje ciche czekanie na Swietego Mikolaja. Hehe, powiedzialam ciche? Pelne kichania, kaslania i latania do toalety. Wszystkich dopada wirus nastepnego dnia po przyjezdzie. Ale, da sie wytrzymac. Niektorzy czekaja pograzajac sie w samotnej lekturze.

Inni wola odstawiac cyrki przy publicznosci uzywajac latarki jako mikrofonu, a psich kumpli jako choru.

W druzynie Sherlock Holmesow zawsze latwiej dokonac proby wlamania do paczek, ktore juz leza pod choinka.

Gdy wreszcie rozlega sie przy kominku dziadkow huk i glosne "ho-ho-ho-ho!" dziewczyny gnaja by przekonac sie czy sa prezenty. ;-) Anita lapie wor wrzucony przez komin do domu i targa go jak oszalala pod choinke. :DDD

Nowa przyjaciolka Julie...

Nowa hodowla psiakow Webkinz, ktore nabieraja zycia w monitorze komputera...

Spelnione marzenia...

Powrot do domu i nareszcie przestepujemy przez prog nastepnego roku! Bedzie lepszy. Moze nie od razu, ale bedzie lepszy.
W pierwszy weekend stycznia Anita pokonuje wroga numer jeden - treme - i wystepuje jako pastuch w szkolnych jaselkach. Tak nie chce mi sie isc na te impreze, ale wychodze zadowolona. Lubie patrzec jak Anita przelamuje swoje strachy i staje sie mocniejsza mala kobieta.

Za oknem znow leje jak z cebra. Ale nie nudzimy sie. Mozna przeciez udac sie do wirtualnego swiata Webkinz i grac z siostra w gry pod postacia jednego z pluszakow. Za zdobyte punkty mozna udac sie na zakupy i urzadzic sobie piekne wnetrza psich chalup albo ogrodek.

Mozna spotkac sie z przyjaciolmi na kawie i sluchac ulubionych przebojow na sluchawkach wpietych w... kszeslo. ;-)

Mozna tez zapomniec o bozym swiecie dajac sie pochlonac przez ekran TV.

Albo zamienic sie w spiaca krolewne i odleciec w swiat bajecznych snow z nogami zawieszonymi wyzej niz glowa. Czy to recepta na nocne koszmary?

Nowy rok jest brzydki za oknem, ale w domu jest calkiem kolorowo.

Za dobry poczatek! :-D

1 komentarz:

  1. Przeczytałam wpisy jednym tchem :) szkoda, że nie ma nic więcej..

    pozdrawiam
    Gosia

    OdpowiedzUsuń