czwartek, 15 stycznia 2009

Zamykajac jedne drzwi za soba

... podobno otwiera sie zaraz nowe... czesto to slysze przez ostatnie dni. Dzis pierwszy dzien, kiedy nie czuje szumu w uszach i jestem w stanie sie skupic i dzialac.

Tak wiec zamknelam rozdzial mojego zycia czyli przygode z firma, w ktorej praca w ostatnim czasie stala sie udreka. Nawet sobie nie wyobrazacie jaka masa roznych emocji mna targa. Jestem i smutna i wesola, jestem przybita, ale przebija przeze mnie nadzieja, jestem juz steskniona za ludzmi z pracy, a dopiero ich pozegnalam, ale za wieloma rzeczami nie bede tesknic jak na przyklad podroze do pracy (dzis w sumie 4,5 godziny, bo najpierw snieg, a potem samolot w rzece). Nie jestem zla, nie czuje agresji, ani rozczarowania. Dzis wspolczuje tym, ktorzy zostaja w tej niepewnosci by ratowac to cos, co pozostalo z niegdys wielkiej i wspanialej firmy. Czuje ulge.

Wyslalam pozegnalny e-mail do ludzi, ktorych znalam i zalal mnie taki potok odpowiedzi, podziekowan, slow pocieszenia, slow pokrzepiajacych, slow potwierdzajacych to, co zawsze w glebi ducha wiedzialam, ale nie mialam smialosci tak bezwstydnie przyznac przed soba, slow, ze bylam doskonalym specjalista, swietnym pracownikiem, lubiana osoba i ze nie beda sobie beze mnie dlugo radzic. Jak dobrze odchodzic z poczuciem dobrze spelnionego obowiazku. Choc te pozegnania to troche jak eulogie na pogrzebie... ;)

Wszystko przekazane, moje pliki przeniesione do wspolnego katalogu, paczki do domu spakowane, reszta poszla do smieci. ;) Cudownie oczyszczajace jest takie wyrzucanie historii. :smiech: Otwierasz szuflade, ktora stala sobie wieki cale spokojnie, a tam same wspomnienia... Przez te 14 lat w firmie pracowalam nad olbrzymia masa swietnych projektow. Mam taki ogrom doswiadczenia, ze nawet nie zdawalam sobie z tego sprawy. Te szuflady mi o tym przypomnialy. Znow zrobilo mi sie razniej. Omiotlam jeszcze wzrokiem biuro, w ktorym zyskalam tak wiele jak wiele stracilam, wysciskalam kolegow, zjechalam winda na dol i myslalam, ze bedzie mi sie chcialo wyc. Ale nie. Nic z tych rzeczy. Nawet nie zaklulo w srodku.

Daje sobie kilka dni na wyprostowanie calej tej plataniny jaka jeszcze gdzies we mnie siedzi po tymi pozornie wyprasowanymi warstwami gornymi. ;) Mam nadzieje, ze od wtorku uda mi sie zaczac ustalac jakas rutyne i nie zwariowac zanim otworza sie przed mna nastepne drzwi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz