środa, 6 czerwca 2007

Czy one sa normalne?!


Pytanie to w swoim calkiem powaznym, choc lekko ironicznym stanie ducha zadaje sobie od jakiegos miesiaca. 8) Pytanie pewnie dosc popularne wsrod rodzicow, ktorzy wchodza w wiek dziewiecioletni i przezywaja powtorke z rozrywki z wiekiem czteroletnim. Ja jednak z niewesola mina robie to pierwszy raz w okolicznosciach, ktore czasowo i emocjonalnie sa dla mnie lekko wykanczajace. :twisted: W celach naukowych i weryfikujacych wlasne rodzicielskie obserwacje, jako, ze podczas ostatniej plataniny wydarzen rodzinno-zawodowych miewam wrazenie, ze trace lekko grunt pod nogami, zakupuje sobie pomoce naukowe w postaci ksiazek psychologicznych. ;-) Czytam. Weryfikuje. Kazdego dnia odkrywam, ze wiem, ale nie potrafie nazwac. I odczuwam ulge. I otwieram szeroko oczy. I zamykam z westchnieniem, bo znow musze szperac...
Bo jak to nie kwestionowac 4,5-latki, ktora nosi jedna opaske na glowie, druga w pasie, a spinkami do wlosow dekoruje sznurki od spodnicy sportowej, po czym „gada” wlasnymi stopami, z ktorych lewa do prawej mowi z czuloscia: „I love you in every way... Can I live with you?”

Ta sama 4,5-latka podczas mojej nieuwagi w sklepie, sciaga z etykietek z cenami tajemnicze szare nalepki, przemyca je do domu, a gdy juz sie nie chca kleic znajduje na nie oczywisty sposob twierdzac, ze jest nieuleczalnie chora na... ospe wietrzna...

W zwiazku z tym musi, ale to musi polozyc sie do lozka, w specjalnej pozycji.

A gdy ma sie lepiej, po prostu MUSI pokazac mi najnowsza mode na pierscionki.

Wertujac ksiazke o czterolatkach w porannym autobusie do pracy, potwierdzam informacje, ze czterolatki maja nadzwyczajnie rozwnieta wyobraznie, charakteryzuja sie upartoscia, przemadrzaloscia i egzaltacja. Oddycham lekko zadowolona z siebie i postanawiam posluchac rady specjalistow, ktorzy od lat 40 badaja takie ciekawe przypadki jak moje dwa, wlasne, osobiste i maja obcykane te sprawy na wszystkie strony. W koncu cos musi w tych ich badaniach byc. :!: Po to je robia, by takie matki-nieudaczniki jak ja mogly rano do pracy ze spokojem ducha dojechac. ;-)

I tak kazdego dnia powracam raz do jednego, raz do drugiego, a nastepnie do jeszcze innego podrecznika ambitnie doksztalcajac sie tam, gdzie natura poskapila zdrowej intuicji lub chwilowo niedostatki czasowe nie pozwalaja na wlasne badania i obserwacje. Akceptacja rzeczywistosci dzieki tej edukacji pomaga przejsc nad roznymi dziewczecymi wyskokami do porzadku dziennego i nie tracic glowy poswiecajac sie innym zyciowym nierownowagom.

W miedzyczasie szkola polonijna dobiega konca. Wszystko wyglada w miare normalnie, lacznie z typowym dla Anity wyjsciem na scene szkolna z mina ukrzyzowana, a dla Marthy z mina wyrazajaca niedosyt. Po dlugiej akademii, ktorej podejrzanie chyba ja mam najbardziej dosc z powodu gadulstwa pani dyrektor, widze zadowolone i wyszczerzone dzioby moich malych kobiet, a w garsciach dyplomy i nagrody.

Wieczorem dzieci bawia sie na imprezie przyjaciolki.

Zorganizowana zabawa pozwala utrzymac calkiem niezly porzadek w sporej grupce balujacych osobek. Do czasu az sie mlode towarzystwo rozkreca pokonujac niesmialosc. ;-) Bo przeciez mozna bawic sie tak...

Albo tak...

Czytam, ze dziewieciolatki potrafia byc zaskakujace jesli chodzi o nietypowe dla nich zachowania. A czterolatki z postawa jakby swiat krecil sie w okol nich ignoruja czesto zasady wyznaczajac wlasne. I nie mozna wyrzec slowa sprzeciwu... 8) Wszystko sie zgadza... Oddycham z uczuciem ulgi.

Koniec szkoly polonijnej oznacza wreszcie wspolne weekendowe przygody bez zrywania sie wczesnie z betow. Jak dobrze miec samodzielne dzieci, ktore rano potrafia wypelnic sobie czas bez budzenia rodzicow i jeszcze czworonogi zabawia.

Gdy swieci slonce, mozna wypasc na wycieczke rowerowa, na ktorej matka dokonuje karkolomnego wyczynu strzelania nieostrego zdjecia podczas jazdy bez trzymanki, co wzbudza podziw dwoch przypadkow. I konieczne proby jazdy bez trzymanki. :x

Z przyjemnoscia lazimy sie po lesie, ale tylko trojka z nas wytrzymuje marsz, a to namlodsze czwarte jeczy by juz wracac.

Gorzej, gdy za oknem pogoda nie sprzyja wyprawom. Pelne energii cztero i dziewiciolatki potrafia zajac sie zabawa grupowa i w czerech scianach.


Czasem obok siebie, czasem wspolnie, potrafia stworzyc calkiem zgodna i zadowolona druzyne.

Jednakze zadowolenie w bardzo krotkim czasie potrafi przerodzic sie w awanturke, awanture lub awanturzysko.

Obsewuje, ze czasem w miejsce wyznaczonych granic pojawia sie wolna amerykanka, przy ktorej niestety dochodzi do scen drastycznych, troche krwawych, lzawych i nie obchodzi sie bez wszechstronnie przydatnego „Boo-Boo Bear” czyli misia lodowego do opatrywania ran i guzow. Podejrzewam fatalna genetyke, bo na zly przyklad w domu, ani w TV zwalic nie moge. Znow lapie za ksiazke i ku wlasnemu zdumieniu i nieklamanej radosci odkrywam, a wlasciwie zaczynam jarzyc cofajac sie do dawnych czasow wlasnego dziecinstwa, ze walki miedzy rodzenstwem sa jak najbardziej normalnym objawem, wrecz zdrowym i potrzebnym, z ktorego mali agresorzy czerpia niesamowita satysfakcje, tym wieksza im bardziej wrzaskliwe sa ich okrzyki. :lol: Postanawiam pozwolic wiec babsztylom potluc sie dla zdrowia od czasu do czasu w celach terapeutycznych. Byle bez zbytniego rozlewu krwi. :roll:

Wyznaczac wiec jakies granice?

Ale jakie jesli dziecko ma [u]bezgraniczne[/u] pasje? Nie moge oprzec sie dopelnianiu kolekcji zwierzatek z duzymi slepiami, ale gdy pewnego wieczoru wracam z pracy i tuz przy drzwiach dopada mnie spocona, z blyszcacymi od emocji oczami Anita z kublem pelnym liszek zebranych w parku, opadam z sil.

Juz przeciez wysiadujemy turkusowe jajko wedrownego drozda i hodujemy jedna gasiennice, ktora wgryzla sie bezczelnie w liscie mojego chrzanu.

Liszki wija sie w kuble czekajac na ratunek od swej mlodej pasjonatki. Zaklopotana kaze odniesc stworzenia do parku. I co slysze na te probe wyznaczenia granic? „BUT MOM! Michelle ma ich az 40!!! A ja mam tylko 36!” :shock:

A wiec to nie tylko pasja, ale i konkurencja miedzy psiapsiolkami... 8) Dziewieciolatki, czytam w mojej pomocy naukowej, uwielbiaja zbieractwo i kolekcjonerstwo. Przy probach pozbawienia ich czesci ich kolekcji, staja sie bardzo drazliwe i rozgoryczone.

„Mozesz zatrzymac kilka, ale gdy zobacze, ze ich nie karmisz, wedruja na swoje drzewka w parku.” – rzucam lekko przerazona. Co bedzie jesli mi sie to wlochate paskudztwo rozlezie po domu?

Najgorsze jest to, ze wsparcia za grosz u mlodszego przypadku nie mam. Tuli liszki z taka sama zajadloscia jak jej starsza siostra. Zmowily sie. :twisted:

Po tygodniu liszki wracaja do ich naturalnego srodowiska. Uff. Koniec plagi. :P
Z hohodwli drozda tez nici. Ale za to super lekcja edukacyjna z filmem kreconym przez zapalenca drozdowego, ktory wspolnie ogladamy w necie. Jajko okazuje sie byc zwyklym jajkiem bez zarodka. Tyle wysiadywania i z jaja mozemy miec tylko jajecznice. :P

Nadal czekamy na mieszkanke kokona. Wiemy mniej wiecej co ma sie wylegnac. Zoltozielone male cudenko. Internet to swietna encyklopedia.

Dziewieciolatka i czterolatka jak dowiaduje sie sa obecnie na etapie emocjonalnej nierownowagi. :smuteczek: Studiuje wykres w madrej ksiazce i z przerazeniem odkrywam, ze gorzej wymyslic nie mogli. Dlaczego obie na raz? Czy one nie maja litosci? Czemu obie jednoczesnie wypadly na spirali rozwojowej psychologow w podobnej fazie emocjonalnej? Nie mogly sobie jakos rozdzielic tych faz na inne okresy?

Z drugiej strony to wiele spraw wyjasnia. 8) Wyjasnia na przyklad dlaczego od obydwu w jednym momencie slysze pelne jadu "I hate you!" gdy cos nie idzie po ich mysli, a w drugim dostaje calusa i uscisk i slysze pelne uczucia "You're the best mom in the whole world!” Wyjasnia tez obrazanie sie i ryki o byle co, by za sekunde szczerzyc zeby od ucha do ucha.

Decyduje, ze moge z tym zyc.

Oczywiscie nie na co dzien. ;-)

I oczywiscie bez czadu od obydwu na raz. 8)

Tak, zdecydowanie moge z tym zyc.

Bo generalnie mam bardzo typowe i szczesliwie nie odbiegajace od normy przypadki. :-D

Gdy momentami znajduja wspolny jezyk przy zabawie, dochodze do wniosku, ze nie jest zle.



Mniej stresowe i bardziej intuicyjne podejscie do tematu ma tata. On kocha te dwa przypadki w bardziej... praktyczny sposob. Zamiast je analizowac z podrecznikiem w reku, rozpieszcza je bez granic. Dzien Dziecka jednak zamienia sie z rana w konfrontacje z nierownowaga i charakterystyczna nieprzewidywalnoscia starszego przypadku. Przypadek potwierdza wszelkie podrecznikowe opisy i nie wytrzymuje napiecia. Dokonuje malego przewrotu na widok prezentu skupiajac sie na przyszlosci zamiast skupic sie na chwili obecnej. Bo przeciez taki prezent mial byc na urodziny, a co to bedzie za pol roku... Przewrot rani tate, mnie sprowadza do zamurowania nastepnie odblokowanego potrzeba wyszczekania nagany. Sam dziewiecioletni przypadek w krotkim czasie doprowadza sie do rownowagi. I pelni szczescia.

Gdy tata pojawia sie na horyzoncie, wychodzi cale jestestwo dziewieciolatki. Milosc i akceptacja. Kwintesencja egzystencji w jednostce rodzinnej.

Gdy widze ich przytulonych do siebie, wiem, ze czy z ksiazka czy bez robimy cos prawidlowo. I to cos brzmi jak obietnica zawarta w piosence John'a Meyer'a...

Fathers be good to your daughters Daughters will love like you do Girls become lovers who turn into mothers So mothers be good to your daughters too…

Postanawiam byc taka by za te trzydziesci lat nie wykrzyczaly mi, ze wyznaczalam im zbyt wiele granic. Nie chce by granice pozbawily ich radosci zycia. Gdy za oknem leje cieply deszcz, a one celuja wodnymi balonami w strone dachu czekajac az spadajace balony pekna z hukiem i rozchlapia swoja zawartosc na ich glowy, sledze z zainteresowaniem jak roznia sie sprawnoscia fizyczna.

Pac! I balon wybucha w salonie wpadajac znienacka przez drzwi.

Dziewczyny z zapalem scieraja podloge szmatami w zgodzie i chyba w niejakim szoku, ze nie dre sie na nich.

Wracaja rozochocone do zabawy.

Eksperymentuja, odkrywaja, obserwuja.

A gdy maja dosc, urzadzaja wyscig japonskich zolwi Walkie Bits.

Po to by znow sie ze soba poklocic o to, ktory lepszy...

Ale juz nie musze sprawdzac w ksiazce. Juz to przerabialam.

Dwa nieuleczalnie najnormalniejsze w swiecie przypadki. :P

Jestem w szoku, ze sa takie normalne przy tak nienormalnej matce. 8)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz