sobota, 28 kwietnia 2007

Pozegnania, powitania


Matka usiluje chronic, od pierwszych godzin swoje dzieci od zla, smutku, niebezpieczenstwa... To chyba najtrudniejszy aspekt macierzynstwa. Nie da sie bowiem zawsze od wszystkiego uchronic dzieci. Zwlaszcza nie da sie uchronic przed... zyciem.
Koniec marca i kwiecien sa dla nas pelne zyciowych doswiadczen, niektorych z nich niejedna matka zyczylaby sobie swoim dzieciom oszczedzic. Ale wielu z nich nie da sie uniknac.

Pozegnania nie sa najlatwiejsze. Ale nie zawsze smutne. Z pozegnaniem z nasza stara kuchnia, dziewczyny radza sobie znakomicie. W koncu to calkiem pozytywna zmiana. ;-) Remont zakloca nam zycie szpetnie, jedzenie na papierowych talerzykach wychodzi nam bokiem :twisted: , ale dziewczyny szybko potrafia znalezc radosc w kazdej zmianie, nawet tej chwilowo dezorganizujacej zycie. Przeciez z izolacji mozna wybudowac calkiem przyzwoita uporzadkowana wieze.

Pozegnania nie sa najlatwiejsze. Zwlaszcza te „na zawsze”. Rozstanie z nasza kotka uderza nas mocno i przytlacza. Dzieci, kazde inaczej, przechodza te smutna zmiane chyba lepiej od nas, doroslych.

Anita nie pierwszy raz traci zwierzatko. Ale pierwszy raz rozumie nieodwracalnosc i finalowosc straty. Martha nie spotkala sie jeszcze ze smiercia zwierzatka. Intensywnie sprawdza fakty zadajac te same pytania po 100 razy. Weryfikuje informacje, az pewnego dnia sama swierdza: „Mama, Sandra juz nigdy nie wroci, bo jest w niebie. Nie czuje, nie oddycha, jest niezywa.” W domu pelnym ludzi i zwierzat trwa pustka. Puste miejsce po kotce Sandrze zauwaza nawet pies. Nie tylko my mimo woli szukamy jej wzrokiem i nasluchujemy jej miauczenia jeszcze wiele tygodni po tym jak nasza kotka przechodzi przez Teczowy Most.

Pozegnania bywaja radosne. Zwlaszcza te, ktore kojarza sie z predkim powitaniem. Zegnajac sie z wlasnymi dziecmi na lotnisku, cmokajac ich rozpaplane buzie, patrzac jak machaja mi zsuwajac sie w szklanej windzie w dol, zastanawiam sie jak dadza sobie rade bez mamy. Podczas gdy ja witam sie z malenkimi raczkami coreczki chrzestnej, one radza sobie z tata zaskakujaco swietnie.

Tydzien mija i znow zegnam sie, ale juz radosniej, bo wiem, ze wroce latem. I na skrzydlach zelaznego ptaka pruje do wlasnych corek uskrzydlona pobytem w pieknym ojczystym kraju i natchniona sympatia do pieknych przyjaznych ludzi. Dziewczyny witaja mnie w domu bialo-czerwonymi rozami.

Mamy nadzieje przywitac wiosne. Zyczymy sobie by przyszla do nas tuz na swieta. Niestety tuz na swieta robi sie styczniowo.

Zimowo jest tak, ze na polowania na jajka mozemy wybrac sie jedynie w puchowych kurtkach.

Jak kazdego roku, organizacja swietna, ale glownych nagrod za malo. Martha wraca niepyszna, ze nie wygrala glownej nagrody.

Chcialby, jak starsza siostra, moc sobie wybrac z kosza czekoladowego krolika. A tak moze zabrac do domu tylko niespodzianki ukryte w jajkach, ktore zebrala podczas polowania.

Swieconka wielopokoleniowym zwyczajem zostaje nadgryziona juz w aucie.

Martha dumnie broni swego jajka twierdzac, ze nikomu nie wolno go zjesc. Zatrzyma je na zawsze.

Rankiem nastepnego dnia w koszach wysiaduja czekoladowe przysmaki nieczekoladowe kroliki. Radosc z dopelnionej kolekcji jest nieposkromiona.


Kwiecien chytrze tego roku nas zaskakuje i nawet nie przeplata. Pogoda jest jednostajnie obrzydliwa. Ziab, snieg, lod, deszcz, snieg, deszcz, snieg, deszcz... Nuuuuudy! A na nudy jest jedyny sposob: trzeba sie rozerwac. Trzeba rozerwac tez troche gnusniejacych w domu z nosami na kwinte starych. A najlepiej rozrywa sie ich udajac ich samych.

Mozna przeciez raz byc mama.. (z wypchanym psimi pilkami biustonoszem)

A raz tata i mama...

A potem znow mama-dama, gotowa na spacer z psem w zielonych kapciach.

Mozna tez byc para eleganckich dam na dancingu w wieczorowych sukniach ze spodniczek i w dlugich rekawiczkach z podkolanowek.

Pozegnania bywaja nie do zniesienia. Zwlaszcza te nagle, nieoczekiwane, nieunknione... Witajac wiosne zegnamy ukochana Babcie i Prababcie. Smutek i desperacja. Bezsilnosc. Pogodzenie. Powrot rozpaczy. Ponowne pozegnania by znow wrocic do Babci, witac ja z nadzieja, ze moze jednak jeszcze nie czas po to by zegnac znow za chwile nie wiedzac co przyniesie jutro. Zyjemy w zawieszeniu.

Dziewczyny bardzo staraja sie nam umilic ten trudny czas. Zupelnie jakby role odwrocily sie i one chronily nas przed tym, co niesie zycie. Ciagna nas na spacery na powitanie wiosennego zycia. Tchna w nas swieze powietrze by wygnac z dusz depresje. Odwracaja nasza uwage od smutku wspinajac sie po plotach i drzewac. W koncu jesli na drodze stoi drzewo, trzeba je wyprobowac.

A jesli starsza siostra moze, mlodsza nie moze byc gorsza.

Wizyta kochanej babci z Polski rozswietla im weekend. Jakze szczesliwie jest powitac babcie...

Cieply wieczor, radosne dziecinstwo... Gdy ucieka pilka, zgodnie rzucaja sie do galopu.

Ale gdy pilka trzeba sie dzielic, rozpoczyna sie debata. Przejecie pilki, jak samo zycie, to nie zawsze fair play. ;-)

Dzisiejszy ranek tchnie zacheta do dzialnia. Jest tyle spraw do zalatwienia. Dziewczynki rosna, z dnia na dzien sa samodzielniejsze. Czasem uwierzyc nie moge, ze sa juz takie niezalezne.

Choc czekamy z obawa na ten jeden dzwonek telefonu, ktorego nie chcemy slyszec, zycie toczy sie dalej. Dziewczynki wedruja do polonijnej szkoly, a my ruszamy do pracy w ogrodku.
Wieczorem, przypatrujemy sie beztroskiej zabawie dzieci.


Witamy te beztroske z radoscia zdajac sobie sprawe z tego jak bardzo jestesmy szczesliwi. Nie udaje nam sie zawsze dzieci uchronic przed zyciem, ale zycie nam udowadnia, ze one same we dwie, radza sobie czasem z zyciem nadzwyczaj przyzwoicie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz