| Gdzie jest zima? Koniec roku zastaje nas w Kanadzie. Ziab i brak sniegu sprzyjaja lenistwu przy muzyce. Ofiara pada sprzet mamy, wykorzystany, jak sie potem okazuje nie tylko do sluchania muzyki, ale i do ostrzenia zebow. Sluchawki zaliczaja trwala pamiatke w postaci odbitych dwoch siekaczy Marthy. Oprocz relaksu muzycznego sa zgodne akcje kaskaderskie w babcinej piwnicy, na babcinej wersalce. Niestety nie daje sie jej rozebrac na czesci pierwsze. Jest tez jeden krotki poranek w domu wujaszka, kiedy pojawia sie odrobina bialego puchu, wystarczajaco by rzucic sie w wir radosnej zabawy. Do domu wracamy w Nowy Rok, zahaczajac o zimne wodospady w Niagarze. Jak zawsze gwarantowana atrakcja sa huk wody i staly prysznic przy barierkach odgradzajacych swiat maluczkich od jednego z cudow swiata. Z cudem tez graniczy wyciagniecie dziewczyn ze sklepu z pamiatkami, aby wreszczie moc ruszyc w daleka droge do domu... A w domu? Z utesknieniem czekamy na prawdziwa biala zime. Ale zima w tym roku makabrycznie sobie z nas drwi. Az tu pewnego ranka widok za oknem powoduje burze wiwatow! Jest snieg, a wlasciwie troche sniegu. Reszte mozna sobie wyobrazic, bo na wiecej sniegu nie starcza... Tak wiec styczen spedzamy wypelniajac sobie czas remontem salonu i jadalni przeplatanym malymi przyjemnosciami. Gdy pogoda znow plata figla i daje kilka cieplejszych dni, gnamy do stadniny by pojezdzic na kucach. Biedaki przygotowaly sie do ciezkiej zimy pokrywajac sie fura futra. Dziewczyny nie chca uwierzyc, ze to te same kuce, na ktorych jezdzily jesienia. Pieskie zycie Milosc do psiakow kwitnie. Pod roznymi postaciami. Anita od grudnia trenuje 8 szczeniat. Kocha je, martwi sie o nie, dba z troska godna pozazdroszczenia. Wirtualnie. Szczenieta mieszkaja w swiecie Nintendo. Maja puszyste futerka, odmienne osobowosci, okazuja uczucia jak ich zywe. Mozna je dopieszczac patyczkiem, reaguja na swoje imie. Ucza odpowiedzialnosci, systematycznosci, cierpliwosci, chwytaja za serca. Obok nich przewijaja sie przez dom psiaki mniej wirtualne. Na niektorych mozna stawac na glowie. Na niektorych mozna lezec. Inne mozna polozyc na sobie. Mozna tez probowac samemu zamienic sie w psa lizac innych w morde. Pluszowy beagle odziedziczony po starszej siostrze otoczony jest nadzwyczajna czuloscia. Zapewnia nam mase bieganiny kazdego wieczoru chowajac sie uparcie po roznych katach w momencie gdy jest pora na spanie. A ten cieply, najruchliwszy, miekki klapouchy przyjaciel mysli, ze jest na specjalnych prawach i naleza mu sie smores (przysmaki z pianka) pieczone nad ogniem kominka na rowni z dziecmi. American Idol W styczniu znajdujemy nowe wspolne hobby. Wszystkie trzy lezymy na sofie, na kanapke, bo sofa waska, wiec inaczej jak na kanapke sie nie da. I wyjemy ze smiechu patrzac na przemarsz dziwakow i wariatow, ktorzy probuja swych sil w konkursie piosenkarskim. Martha czasem spelza z kupy i zasypia na swym wyplowialym piesku odziedziczonym po starszej siostrze. Z wszystkich pluszakow, od ktorych wiecznie roi sie w naszym domu wlasnie ten nieszczesny, zaadoptowany poprzez jakas wyprzedaz garazowa nieszczesnik, znalazl milosc i cieszy kolejne dziecie. Jednego z wieczorow, gdy tak sobie lezymy wpatrzone w ekran, Anita zauwaza u jednego z kandydatow w konkursie znaczna gore w okolicy rozporka. Wielu niekoniecznie utalentowanych ludzi ogladamy w eliminacjach, ale jeden z nich przykuwa nadzwyczajna uwage Anity. ;-) - Mom, why is that „wiener” popping out of his pants? What a weird guy?! (Mamo, czemu jego kielbaska o malo nie wyskoczy mu ze spodni, co za dziwny facet?!) – ja malo nie pekam ze smiechu i zdumienia na co zwraca moje dziecie uwage... Dorastamy... Choroba zakazna Oprocz nowego hobby mamy tez stare i dotad tylko moje. Choroba jednak to zakazna, rozprzestrzenia sie znakomicie w zimne weekendowe popoludnia, gdy farby na scianach schna i nie wolno po nich lazic, a po dworzu lazic sie nie chce. Zaczynamy dlubac zbiorowo. Skupienie i porozumienie bez slow nad kupa skarbow to jest to. :peace: Zapomnial wol gdy cieleciem byl Marthasek ma calkiem niezle rozwinieta wyobraznie. Z tego powodu tez trudno nam ja karac poprzez odbieranie przywilejow. Cokolwiek bym nie zabrala, Marthasek po chwili zorganizuje sobie zaraz jakis product zastepczy. Czasem wystarczaja zwykle magnesy na lodwoce by rozszalala sie szkolna zabawa. Magnesy skacza, kloca sie, biegaja, popychaja sie. I to wszystko dzieje sie za pomoca malych raczek nalezacych do malej osobki stojacej na bosaka w pizamie, z potargana glowa, opadnietymi portkami. Malej osobki nic innego w swiecie nie obchodzi. Nawet fakt, ze na stole jest juz jej sniadanie… Anita spoglada z nieukrywanym oburzeniem i niechecia w kierunku tych przepychanek odbywajacych sie na drzwiach lodowki. - Mom, she freaks me out sometimes… [mamo, ona mnie czasem przeraza] - mowi sciszonym glosem jakby dzielila sie ze mna najwieksza tajemnica zdradzajaca, uposledzenie umyslowe mlodszej siostry. :xx - Anita, ona ma tylko dobrze rozwinieta wyobraznie. - Ale spojrz na nia, ona mowi do magnesow! - A ty gdy bylas w jej wieku gadalas do palcow, patykow i kamieni. - Co?! :shock: Chyba zartujesz! Ja tez bylam taka wariatka?! Przerazajce… Zastanawiam sie chwile, czy zdradzac jej rodzinna tajemnice o obciazeniu dziedzicznym z obu stron, decyduje sie ja pocieszyc: - Tata i ja tez gadalismy do przedmiotow. - Serio? – ozywia sie moje dziecko radosnie. - Ja do zdzbel trawy, a tata do kapsli. - Do czego?! - Do kapsli od butelek. - Oh, God! – zrezygnowane machniecie dlonia w strone czola... dlon zsuwa sie powoli zakrywajac oczy. Widac jestesmy nieuleczalnymi przypadkami. Posh trash party? Czasami pomyslowosc malych istot przekracza moje najsmielsze oczekiwania. W jednej minucie zostawiam towarzystwo spokojnie jedzace podwieczorek w jadalni, w nastepnej pojawiam sie w kuchni i co widze? - Anita, mozesz mi wyjasnic co ona robi? – nie ukrywam, ze wlasnie opadla mi szczeka ze zdumienia. - She is having a posh party – mowi moja rechoczaca starsza pociecha. – See how elegantly she set everything up? Na smietniku! - Chyba nie posh party tylko trash party. ;-) No coz, zycie mlodziezy jest pelne spontanicznych imprez. :P Nosowe e-sprawy To: Mommy How are you and your nose doing?? Does it still hurt? If it does, I hope it feels better. Thank you for installing the thingy that lets me write emails to you! Hope your nose feels better!! Love, Anita Wiecie co to jest? To jest pierwszy email jaki dostalam od mojego duzego dziecka. Jestem w podwojnym szoku. W szoku z powodu nosa i z powodu tego jak latwo dzieci przyswajaja sobie udogodnienia techniczne. Sprawa nosa jest calkiem niewinna. Zakupilam sobie namiot swietlny w celach robienia lepszych fotografii z bliska. Przyszedl poczta. Super! Podekscytowana otwieram mala materialowa koperte i co widze? Gwiazdy. Caly gwiazdozbior. A potem krew na wlasnej dloni, ktora wycieram nos. Namiot zaskakuje mnie w najmniej oczekiwany sposob. Rozklada sie na moim nosie przecinajac skore, zwalajac z jego czubka okulary i przyprawiajac mnie o malo atrakcyjnego sinca. Moje duze dziecko gna po lod, a mlodsze glaszcze po glowce bym juz nie plakala. ;-) A potem zgodnie w ciszy grzeja do pokoju malowac dla mnie kartki zyczace mi szybkiego powrotu do zdrowia, kapia sie i samodzielnie klada do lozek. Gdyby nie pulsujacy z bolu nos, wykorzystalabym te cisze i kooperacje w ajkis nadzwyczajny sposob. A tak leze z workiem lodu na nosie i nic nie widze, bo okulary leza gdzies tam... Nastepnego dnia w skrzynce mam takie oto kawalki: To: Mommy Sorry I was bad today. Hope you're not to mad at me. I am very, very, very sorry. I love you, mommy. Love, Anita P.S. I wish this keyboard wasn't so wobbly. Tak, byla wredna. Zarla sie z Martha z taka sama intensywnoscia z jaka wczoraj malowala te laurke w zwiazku z moim sinym nosem. Martha wyla, wierzgala po ziemi w ciezkej obrazie. To ostatnio lubi robic. :yes: Choc zdecydowanie przez kilka tygodni pracy udaje nam sie Marthaska troche opanowac wiec trwa krotko i nie oslabia tak bardzo. Tak wygladaja przy w miare spokojnej lecz malo przyjaznej wymianie zdan. ;-) Krotko po tym zaczynam sie irytowac, bo w skrzynce laduje: To: Mommy Dear mommy, Martha called me stupid again! Love, Anita Czy powinnam zaczac zalowac, ze jej zalozylam to konto? Wieczorem tata przychodzi dziwnie wzruszony. - Wiesz, dzieci nam sie starzeja. Dostalem email od Anity. - mowi z duma i przejeciem. Odlotowo. Nie bede mu psuc radosci mowiac, ze to sie kiedys obroci przeciwko nam. :twisted: ;-) Na dzien dzisiejszy bardzo lubie czytac „Love, Anita”. I nawet widok Marthy trenujacej pisanie na klawiaturze niepodlaczonej do kompa, ktorego jeszcze brak na jej nowym biurku nie jest w stanie zmacic mi tego milego uczucia... :zakochany: Ale moze powinnam lojalnie ostrzec jej tate, ze niebawem bedziemy towarzystwo na obiad zapraszac emailami? ;-) |
wtorek, 6 lutego 2007
Dorastamy razem
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz